Coś jak nasz Vlastimir Vidlicka (czy jakoś tak, mogłem coś przekręcić w nazwisku). W Wiśle grał taką padakę, że zęby bolały, a teraz słysze, że w Czechach (czy na Słowacji) bardzo się rozkręcił i gra pierwsze skrzypce w jakiejś czołowej drużynie.
Różnie to bywa.