|
witam,
przepraszam, że nie czytałem całego wątku dyskusji na temat sytuacji w Gruzji, ponieważ być może powielę czyjąś opinię, ale chcę jedynie wyrazić swój pogląd. przechodząc do meritum, nie popieram Rosji, skłaniam się bardziej ku opowiedzeniu się po stronie Gruzinów - i to nie ze względu na historyczne uprzedzenia do Rosji, lecz ze względu na mój negatywny odbiór sposobu włączenia się w ten wewnętrzny konflikt w Gruzji Rosjan. nie można naruszać czyichś granic, nawet jeśli separatyści z danego kraju proszą o pomoc dane mocarstwo. należy w mojej opinii wstrzymać się z taką interwencją do czasu jej zaakceptowania przez np. Radę Bezpieczeństwa ONZ, której zresztą Rosja jest członkiem. jeśli RB ONZ nie akceptuje rosyjskiej propozycji rezolucji ws. jeszcze wówczas wewn. konfliktu Gruzinów, a urażeni Rosjanie zaczynają działania wojenne, to uważam, że jest to nie w porządku. tym bardziej nie wierzę w ich pokojowe intencje, jeśli obecnie bardzo starają się zablokować projekt rezolucji RB ONZ wzywający obie strony do zaprzestania działań (na razie niestety skutecznie). co więcej, Rosjanie posuwają się ponoć dalej (choć temu oczywiście niedługo zaprzeczą) - zgodnie z doniesieniami Gruzinów, atakują już nie tylko tereny zapalne, ale nawet tereny nie objęte do tej pory działaniami wojennymi w obrębie Gruzji. interesujące jest również doniesienie, że rosyjskie pociski miały również spaść w okolicy rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan, umożliwiającego przesyłanie ropy naftowej z basenu Morza Kaspijskiego do Europy Zachodniej z pominięciem Rosji i Iranu. bardzo niepokoi mnie również przypuszczenie, iż Rosjanie mogą w najbliższym czasie zaatakować stolicę Gruzji, Tbilisi - które moim zdaniem jest co najmniej niebezpodstawne i bardzo racjonalne. fakt pozostaje faktem - Gruzini weszli na drogę działań zbrojnych, ale w żaden sposób nie zagrażając granicom Rosji, która, w moim przekonaniu, zachowuje się bardzo nagannie (b.delikatnie mówiąc), chcąc jedynie demonstrować swoją militarną potęgę (i to w dokładnie w okresie rozpoczęcia IO w Pekinie!) oraz realizować swoje interesy gospodarcze. dlatego wierzę, iż pod naciskiem USA, Wlk. Brytanii, kilku innych mocarstw, RB ONZ i NATO Rosjanie opuszczą tereny Gruzji, nie czyniąc większych szkód. mam też nadzieję, że wreszcie zaczną się zachowywać bardziej racjonalnie niż dotąd i przestaną tęsknić za dawną potęgą, a zajmą się budowaniem własnej demokracji, którą na razie można nazwać bardziej quasi-demokracją z wiadomych względów. mam też nadzieję, że w najbliższych dziesięcioleciach państwa sąsiadujące z Rosją będą w stanie się od niej uniezależnić, rola Rosji na arenie międzynarodowej zmaleje. a wracając do sedna sprawy, myślę, że pod patronatem ONZ można było (i chyba jeszcze będzie można) rozwiązać całą sprawę na drodze pokojowej - może Abchazja i Osetia nie powinny stanowić części Gruzji, jeżeli tak bardzo wyraźne są tu dążenia separatystyczne (także z uwagi na potrzebę konsekwencji w działaniach różnych państw i organizacji po takim, a nie innym rozwiązaniu kwestii Kosowa i Serbii), choć, co podkreślam, nie chcę zabierać akurat w tej sprawie głosu, bowiem niewiele wiem na temat sytuacji społecznej, etnicznej itd. w tej części Gruzji.
Ostatnio edytowane przez arjen : 09.08.2008 o godz. 08:08.
|