Wiślacy utknęli na stadionie!
Cytat:
Sceny rodem z czeskiej bajki "Sąsiedzi" rozegrały się po ostatnim treningu Wisły przed starciem z Beitarem. Autokar wiślaków utknął na stadionie Teddy'ego na pół godziny!
Nie dość, że brama prowadząca z areny Beitaru jest wąska, to jeszcze ulokowana na łuku. Na dodatek łysogłowy ochroniarz tak poprowadził kierowcę autokaru z wiślakami na pokładzie, że ten zakleszczył się między bramą a murkiem ogrodzeniowym. Bezradny kierowca kilkadziesiąt razy musiał cofać i podjeżdżać o kilka centymetrów, a przy tym nakręcić się kierownicą. Trzykrotnie podczas tych manewrów uderzył w murek. Sytuacja zrobiła się całkiem komiczna, gdy okazało się, iż te karkołomne manewry nic nie dały, gdyż w przejeździe nie mieściło się lusterko autobusu!
Nie do śmiechu było trenerowi Maciejowi Skorży, któremu zależało na tym, aby piłkarze jak najszybciej zjedli kolację i wypoczęli.
Widząc klasycznego pata, łysogłowy jegomość rozpłynął się niczym kamfora. Swoisty parkingowy węzeł gordyjski rozwiązać kierowcy pomagali policjanci. I dopiero po siódmych potach kierowcy się im udało.
Trening obserwowała grupa kibiców z Polski z prezesem Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków Robertem Szymańskim na czele. Wychodząc ze stadionu zagrzewali piłkarzy głośnym "Jazda, jazda, jazda! Biała Gwiazda!". Spodobało się to Maurowi Cantoro, który im pomachał.
interia
|