Ja bym się na pewno z nikim nie żegnał bo po co? Spodziewał bym się tego że spotkam zaraz się z nimi, mając nadzieję że miejscem spotkania będzie niebo.
Ostatnią godzinę chciał bym przeżyć godnie a nie w stanie upojenia alkoholowego

I na pewno chciał bym ostatnią godzinę życia przeżyć w Krakowie.
Ciężko sprecyzować co dokładnie wtedy bym robił, obawiam się że miał bym tyle rzeczy do zrobienia że z tego wszystkiego nie zrobił bym nic.
Temat fajny ale teraz dzięki takim rozkminom można sobie łatwo uświadomić co czują ludzie którzy żyją z wyrokiem śmierci, może nie mają świadomości że ta godzina jest ostatnia ale często już wiedzą że ten miesiąc tak. I rzadko się spotyka żeby tacy ludzie upijali się na śmierć czy rozbijali kradzionymi samochodami po mieście...
Poza tym w gruncie rzeczy chyba nikt nie jest wstanie przewidzieć co faktycznie wtedy będzie robił, do czego go zmusi sytuacja...