|
Nie robię sobie jaj.
Kmiecik przez 90 min walczył z najtwardziej grającymi obrońcami ligi - Wojciechem-"ja mu z łokcia"-Szalą i Dicksonem-"j.bnę mu z bańki"-Choto.
Bilans miał moim zdaniem zadowalający. Owszem, bardzo często przegrywał pojedynki. Ale był jedynym napastnikiem i wiele długich piłek grano tylko na niego, w dodatku nieprecyzyjnie.
W drugiej połowie był już mocno zmęczony, ale w pierwszej wywalczył co najmniej 3 rzuty wolne przed polem karnym, strzelił gola i miał kilka ładnych podań.
Zgadzam się, że gdyby zasługi ojca dawno by go w Wiśle nie było. Ja mówię tylko, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Skoro nie ma Neia, to trzeba szukać pozytywów. Kmiecik zagrał chyba pierwszy udany mecz w Wiśle. Być może jest to nic nie znaczący incydent, który zostanie zapomniany. Ale może jakimś cudem on się jeszcze rozwinie?
Ja po prostu przyznaję, że facet miał jakiś przebłysk. Wcześniej tego u niego nie widziałem. I jestem ciekawy, co będzie dalej.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|