Korty tenisowe sióstr Radwańskich zabuduje apartamentowiec. Nowych krakowianie nie chcą, bo wolą ciszę. - Jeśli nie będzie gdzie trenować, zbierzemy zabawki i opuścimy piaskownicę - ostrzega ojciec i trener dziesiątej tenisistki świata
Zanosi się na skandal i wyprowadzkę, której miasto może się wstydzić przez lata.
W klubie wojna
Agnieszka Radwańska to dziś, obok Roberta Kubicy, prawdziwa sportowa ikona Krakowa. Na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu pojedzie jako reprezentantka Nadwiślana Kraków, którego korty leżą w jednym z piękniejszych miejsc miasta - przy ulicy Koletek, tuż przy Wawelu. Stan sportowych obiektów, na których od wielu lat trenują Agnieszka i Urszula budzi zdziwienie turystów spacerujących bulwarami wiślanymi oraz irytację tenisistów.
putBan(62);
- Gdyby Agnieszka wspomniała na konferencji prasowej podczas Wimbledonu, gdzie przyszło jej trenować, byłaby kompromitacja na cały świat - ubolewa Piotr Radwański, ojciec i trener tenisistki. - Piłkarze klubu mają nawet dwie trybuny dla krótkowidzów i dalekowidzów. Przy naszych dziurawych kortach od 30 lat strach usiąść! - dodaje.
A w klubie trwa wojna. Sekcja tenisowa walczy o korty, tymczasem drużyny piłkarskie, włącznie z seniorami z klasy A, doczekały się już nowoczesnego boiska ze sztuczną murawą i oświetleniem. Otton Hodas, prezes klubu, twierdzi, że walczy o jego dobro. - Powstało boisko, lada dzień dostaniemy wszystkie pozwolenia na budowę nowoczesnej hali i budynku klubowego z tarasem widokowym. Całość za 30 milionów złotych - wyjaśnia.
Pieniądze wyłoży spółka KR Invest, która za modernizację obiektów klubowych dostanie jedną z najbardziej atrakcyjnych działek w mieście. W sąsiedztwie Wawelu stanie pięciokondygnacyjny apartamentowiec.
Korty spod ciemnej gwiazdy
Zdaniem trenera cztery korty (tylko dwa na zewnątrz), które pozostaną przy ulicy Koletek, szybko zostaną wykorzystane marketingowo przez inwestora. - To będzie lep na klientów. Nadwiślan stanie się obiektem sportowym dla potencjalnych bogatych mieszkańców, przestanie być miejscem do szkolenia uzdolnionej młodzieży. Agnieszka sobie poradzi, ale co z jej następcami? - pyta trener.
Prezes Hodas kontratakuje. - W hali powstaną dwa korty czynne przez cały rok. Trzeba być chorym człowiekiem, by się bronić przed takimi dobrami. Inwestorem nie jest typ spod ciemnej gwiazdy, więc w czym problem? - dziwi się.
Wylicza też niezbędne pozwolenia od miasta oraz wojewódzkiego konserwatora zabytków. Budowa ma ruszyć w październiku.
Alternatywy cztery
Rodzina Radwańskich nie zamierza poddawać się w walce o Nadwiślan, bo klub powoli staje się ostatnim bastionem tenisa w Krakowie - w ubiegłym roku w mieście upadło 15 kortów. Likwidacja grozi kolejnym dziewięciu.
Radwańscy w obawie przed brakiem miejsca treningowego chcieli też zbudować korty na własnej działce na Klinach. - Zawiązał się jednak komitet mieszkańców, którzy nie życzyli sobie kamer i odbijania piłek w okolicy. Kupimy inną działkę, nie będziemy się spierać - mówi ojciec tenisistki, która robiąc karierę zarobiła już ponad milion dolarów.
Barbara Lambor, radna X dzielnicy i mieszkanka Klinów nic nie słyszała o konflikcie, ale apeluje o dialog: - Znana tenisistka doda dzielnicy prestiżu. A korty to nie tylko zdrowie i relaks, więc nie rozumiem protestujących. Porozmawiamy i obędzie się bez kłopotów - twierdzi Lambor.
Na razie jednak kłopoty są. - Żaden klub na świecie, ani żadna tenisistka nie mają takich problemów. Agnieszka zawsze będzie krakowianką, ale jak się wkurzę to zabiorę zabawki z tej piaskownicy. Mamy kilka alternatyw - obrusza się Radwański.
Co na to magistrat? - Dziesiąta tenisistka świata jest atrakcyjna marketingowo, również dla miasta. Należy jednak pamiętać, że dla obcokrajowców Radwańska jest przede wszystkim Polką. Pozycjonowanie jej jako krakowianki jest niezmiernie trudne. Kto w świecie wie, z jakiego miasta pochodzi Maria Szarapowa? - pyta Izabela Helbin, szefowa miejskiej promocji. - Gdyby Radwańska opuściła Kraków byłaby to jednak strata dla miasta - przyznaje.
Co miasto powinno zrobić dla wielkich sportowców? Pisz:
[email protected]
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków