|
Postanowiłem dodać swój punkt widzenia do tej dyskusji na temat transferów.
Widze, że wszyscy narzekają z powodu braku transferów, co oczywiście mnie nie dziwi bo sam chciałbym wielkich nazwisko, dużych sum itd. Ale uważam że należy na to spojrzeć od drugiej strony.
Mianowicie budżet Wisły jest w znaczącym stopniu hamulcem wszelkich działań transferowych na wielką skalę. Nie można, a raczej nie powinno się ryzykować wielkich pieniędzy w sytuacji, gdy brak jest realnych nadziei na ich zwrot.
A jeśli zwrócimy uwagę na kwoty, które są tu podawane czyli proponowane przez różne osoby transfery kilku zawodników po 1-2mln euro to trzeba uzmysłowić sobie, że taki zawodnik nie tylko sporo kosztuje ale musi też sporo zarabiać. Tak więc inwestycja ta rośnie, a żeby mogła się ona zwrócić musimy wywalczyć awans do ligi mistrzów bądź do dalszych faz pucharu uefa... śmiem twierdzić, że dalszych niż tylko faza grupowa..
Patrząc na ostatnie lata w wykonaniu polskich klubów w pucharach w tym również i nasze osiągnięcia z żalem stwierdzam, że awans do LM byłby cudem. Cudem, w który nie wierzy nawet kapitan tej drużyny a to o czymś świadczy.
Ba, już sam Beitar będzie sporym wyzwaniem i żeby nie było, że jestem człowiekiem małej wiary to nasze szanse oceniam na 60% tylko cały czas mam w pamięci traktorzystów z Norwegii, przeciętniaków, żeby nie powiedzieć więcej pochodzenia gruzińskiego, czy ówczesnego jeśli się nie mylę spadkowicza z ligi portugalskiej, który nie zostawił nam żadnych szans.
Szans na wyelminowanie nas we wczesnej fazie rozgrywek europejskich całe mnóstwo. Ryzyko więc jest bardzo duże, żeby nie powiedzieć że ogromne. A w razie odpadnięcia dziura w budżecie będzie równie duża jak rozczarowanie postawą drużyny na boiskach w Europie.
Warto sobie zadać pytanie czy zawodnik za 1-2 mln euro naprawdę jest w stanie zdziałać cuda i sam jeden tam odmienić grę naszej drużyny, że zostaniemy mistrzami w cuglach, a faza grupowa LM to będzie dopiero początek naszych aspiracji.
A pytanie drugie, które nasuwa się na sam koniec... Co będzie jak biegające po naszych boiskach 2 mln euro + pensja + premia złamie sobie nogę, zerwie więzadła, czy Bóg jeden wie co jeszcze..
Obawiam się, że nie stać nas na takie ryzyko. Nie przy tym budżecie.
A co do Beitaru który kupuje Boatenga za bodaj 1,8 czy też 2 mln euro to proszę spojrzeć na jego budżet i porównać go z budżetem Wisły.
U nas potrzebne jest działanie długofalowe, sprowadzanie młodych zawodników z Polski, Czech, Słowacji, Bałkanów lub rezerw bardzo dobrych klubów ( żeby daleko nie szukać chyba każdy pamięta jak na polskich boiskach wyglądał Kalu Uche z rezerw Espanyolu, czy też Astiz z Pampeluny).
To oczywiście także obarczone jest ryzykiem bo z młodym zawodnikiem nigdy nie ma pewności co z niego wyrośnie, ale ryzyko jest mniejsze adekwatnie do mniejszej sumy na niego wydanej. Żeby wydać 1-2 mln euro trzeba mieć absolutną pewność że piłkarz który będzie jego przedmiotem okaże się rewelacją, albo ma na to bardzo duże szanse, a o takiego jest nie łatwo, bo boiska w Europie przeszukują tysiące scoutów.
I tu dochodzimy do tego czego moim zdaniem brakuje w Wiśle. Musimy się opierać na wyszukiwaniu młodych talentów, bo nie stać nas na gwiazdy. Potrzebna jest sieć scoutów, ale jej nie ma i dlatego teraz jesteśmy w dupie i piłkarze przyjeżdżają na testy i wyjeżdżają po tygodniu bo się do niczego nie nadają... Wygląda to na jedną wielką łapankę bez ładu i składu.
A wracają do transferów to myśle że Bednarz nie jest temu do końca winien. Klub ustala ile ma na transfery przekazuje to jemu i tego nigdy się nie dowiemy prawdopodobnie, ale być może suma, którą może operować nie jest astronomiczna i dlatego mamy do czynienia z taką łapanką jaką obecnie obserwujemy na obozie w Austrii.
To na tyle moich rozmyślań i przemyśleń... Mam nadzieje, że jest to w miarę składne, bo było pisane na raty...
|