Ciekawy artykuł w Rzepie n/t Adama Hodysza
http://www.rp.pl/artykul/151617.html
Szczególnie interesująca jest końcówka. W 1995 roku doszło w Gdańsku do katastrofy budowlanej, kiedy w wieżowcu doszlo do eksplozji gazu. Zapadly się dwa pietra, doszło do tego, iż budynek należało wyburzyć, wkrótce więc wieżowiec został wysadzony w powietrze... Jak się okazuje w tym wieżowcu mieszkał właśnie Hodysz.
"...
17 kwietnia 1995 r. domem przy ulicy Wojska Polskiego w Gdańsku, gdzie mieszkał Hodysz, wstrząsnął wybuch. Dwa pierwsze piętra wieżowca zapadły się. Hodysz przeżył. Budynek postanowiono wysadzić w powietrze. Hodyszowi dano trzy minuty na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Według niepotwierdzonych informacji tuż przed wysadzeniem budynku na miejscu katastrofy pojawili się funkcjonariusze, którzy mieli przeszukiwać mieszkanie Hodysza. Być może poszukiwali kopii dokumentów, które zrobił porucznik Bollin.
Jednym z wątków śledztwa w sprawie wybuchu było podejrzenie zamachu terrorystycznego w związku z tym, że w wieżowcu mieszkał Hodysz. Wątek ten zarzucono, uznając ostatecznie, że wybuch gazu spowodował lokator skonfliktowany z mieszkańcami. Czy Hodysz mówiąc, że ledwo uszedł z życiem, miał na myśli tę katastrofę, nie wiadomo..."
P.S. Jeżeli PO porwie się na IPN w układzie z komunistami, to będzie to taki ponury chichot historii i kolejny przykład na to, że historia lubi się powtarzać...