Zbychu napisał(a):

Zbychu, na szczęście społeczeństwo po latach dostało możliwość samodzielnego ocenienia faktów. Przez naście lat po 1989 r. obowiązywała jedynie słuszna wykładnia tamtych czasów. Jakakolwiek publiczna próba podważenia krystalicznie czystego przebiegu przełomu wiązała się z bardzo skutecznym ostracyzmem. Moja rodzina zawsze zastanawiała się, co też temu Wałęsie odbiło, że będąc takim symbolem zaczął wspierać tych "z którymi walczył na smierć i życie". Coś tu nie pasowało. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby posądzać Wałęse o to że działa pod wpływem strachu za to że był TW, bo to była tajemnica. Miliony ludzi czuło taki zawód. Te miliony przez te wszystkie lata żyły w kraju który ukrywał przed nimi tak ważne informacje. I teraz, po latach autorytety które całe swe polityczne a nieraz i ekonomiczne życie oparły na micie Wałęsy - szlag trafia, że ludzie nie muszą czekać na wykładnie Rabina Redaktora, tylko mogą sami dokonać oceny. Mam nadzieje że już niedługo nikt nie będzie zmuszał ludzi do oddawania pokłonu Wałęsie.
Niech wrzeszczące staruszki zapamiętają że czasy "myślozbrodni" powoli odchodzą do lamusa.
Każdy może wyrobić sobie własne zdanie nie tylko na podstawie bibuły czy niszowych stron działających raptem od kilku lat, prowadzonych przez zapaleńców. Każdy może iść do księgarni i wybrać między Żakowskim, Lisem, Cenckiewiczem, Wildsteinem czy Ziemkiewiczem którzy leżą obok siebie.
Nie znam dokładnych statystyk, ale obserwując swoje otoczenie mam wrażenie że szala się powoli wyrównuje z tendencją ku krytyce Polski po Okrągłym Stole.
To znaczy że stajemy się społeczeństwm coraz bardziej świadomym, demokratycznym w pełnym tego słowa znaczeniu. By odwrócić kota ogonem salon wymyślił określenie "skłócenia wszystkich ze wszystkimi" czyli sytuacji gdy ludzie maja swoje zdanie, (odmienne od naczelnego Rabina) i jeszcze maja czelność je głosić.
I nie stało się to za prezydentury Wałęsy ani Kwaśniewskiego.