Gabri napisał(a):

|
Mali w 2002 roku awansowało do finałów Pucharu Narodów Afryki po raz pierwszy od 30 lat. Na MŚ nie grali nigdy. Więc tak - była to słaba drużyna w porównaniu z faworytami imprezy (nigdzie nie mówiłem, że chłopcy do bicia). Nikt nie wymieniał tej drużyny w gronie faworytów turnieju, zespół nie miał gwiazd jakimi wręcz naszpikowany był choćby Kamerun czy Nigeria. Zespół zdobył 4 miejsce, więc osiągnął niespodziewany, ogromny sukces dzięki trenerowi. A to, że po Kasperczaku inny treneiro czerpał z owoców jego pracy i stworzenia zgranej dobrze poukładanej drużyny to tylko o nim dobrze świadczy.
|
Zgadzam się - Mali było rzeczywiście dużo słabsze niż ówczesne potęgi : Kamerun, Senegal i Nigeria.
Weź jednak pod uwagę jeden, bardzo istotny czynnik. Otóż Mali w 2002 r było gospodarzem święta Afryki. Specyfika tego turnieju polega na tym, że z zasady gospodarz wypada w nim nadspodziewanie dobrze. Dla przykładu można wziąć trzy ostatnie edycje tych rozgrywek. Tunezja pod wodzą Rogera Lemmere'a, będąc organizatorem, bez większego wysiłku zdobyła złoto. Następnie mamy turniej w Egipcie, który jest początkiem hegemonii faraonów w Afryce. Impreza w Ghanie przynosi gospodarzom brąz.
Twoja teza o czerpaniu owoców pracy przez nowego treneiro, w ogóle do mnie nie przemawia. W Afryce jest mnóstwo takich obieżyświatów, jakim niewątpliwie jest Henryk Kasperczak. Robią wynik i opuszczają federację. Drużyna najczęściej rozlatuje się wówczas jak domek z kart. Senegal może posłużyć mi jako przykład. Charyzmatyczny Bruno Metsu poprowadził Lwy Terangi do sukcesu w PNA oraz MŚ i uciekł do ZEA, czy innego Kataru. Diouf i spółka ani razu nawet nie zbliżyli się do dawnego, wielkiego poziomu. Po wynalazkach typu Guy Stephane, Heniek miał być lekarstwem na całe zło. FraMat broni, aczkolwiek dla mnie trener jest odpowiedzialny za brak dyscypliny w zespole.