|
Wczorajsze dwa mecze to byłą prawdziwa piłkarska uczta. Szczególnie dla kogoś takiego jak ja, który nie był związany emocjonalnie z żadnym zespołem.
Mnóstwo dramaturgii, szybkie tempo, gra bez kalkulacji i na całego, sporo ładnych akcji i goli.
Najbardziej pozytywnie zaskoczyli mnie Czesi. W meczu ze Szwajcarami grali tragicznie. Z Portugalią zagrali o niebo lepiej i tylko nieudolności Barosa (widać, że chłop bez formy) "zawdzięczają", że zostali w tym meczu bez punktów.
Portugalia pokazała się z dobrej strony, bo potrafiła narzucić swoje tempo w drugiej połowie - mimo ostrej, bezpardonowej grze Czechów. Ale ich mankamentem nr 1 jest bramkarz Ricardo. To, co on wyprawia musi wywoływać palpitacje serca u luzytańskich kibiców. Co piłka rzucana górą w pole karne, to sytuacja bramkowa. Gdyby Portugalczycy mieli w bramce Cecha, albo choćby Boruca, byli by głównymi faworytami turnieju.
Mecz Szwajcarii z Turcją był po prostu wspaniały. Najpierw gra w strugach deszczu, co faworyzowało gospodarzy. W pierwszej połowie mogli strzelić jeszcze dwa gole i było by po meczu. W drugiej też mieli 200% okazję na ponowne wyjście na prowadzenie. Jak się takie sytuacje marnuje, to się to potem mści. Brawa dla Turków za grę do końca. Przynajmniej cyrkowe wyczyny Volkana nie poszły na marne.
Mecz Turcji z Czechami będzie pasjonujący. A to dopiero faza grupowa!
PS. Wiadomość z Ledwoniem - szokująca.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|