|
Szczęśliwie wysrywy impotenta z Sidziny czy tam Brzyczyny, miłośnika jazdy na rowerze bez siodełka wyświetlają mi się jedynie jako cytaty. Jak widać poziom debilizmu ekonomicznego (i nie tylko) jest cały czas spory.
Ten osobnik najwyżej wywiesi zapowiadaną od dawna szmatę na trybunach, gdzie wyrazi święte oburzenie na to, że zdecydowana większość klubów w Polsce w jakimś stopniu żyje z publicznej kasy.
Ale wracając do poważnej dyskusji.
Z jednej strony wiadomo, że Królewski po osiągnięciu sukcesu, jakim jest z pewnością awans do ekstraklasy nie będzie chętny do oddania władzy w Wiśle. To jest o tyle zrozumiałe, że dopiero w warunkach ekstraklasowych cały ten jego projekt ma szansę na prawdziwą weryfikację.
Jako jego krytyk trzymam szczerze kciuki za powodzenie, choć nie ukrywam poważnych obaw. Patrząc na obecny sezon widać, że liga bardzo się wyrównała i o końcowym wyniku w dużej mierze może decydować tzw. przypadek a tutaj Wisła nie ma co liczyć na szczęście.
JK odpalił się po awansie i znowu zaczyna pouczać świat, w tym leśnych dziadów z PZPN. To że ma rację nie ma większego znaczenia, kijem nie zawróci Wisły. Natomiast na przychylność sędziów Wisła nie ma co liczyć.
Dlatego też - z drugiej strony - fajnie byłoby pozyskać solidne finansowanie, które pozwoliłoby nie drżeć być może do ostatniej kolejki o utrzymanie.
Natomiast sama gra medialna wokół wejścia Kwietnia do Wisły pokazuje też, z czym moglibyśmy potencjalnie mieć do czynienia. I o ile jeszcze niedawno byłem w stosunku do takiej opcji nastawiony bardzo pozytywnie to obecnie mam mocno mieszane uczucia.
W jakieś holenderskie fundusze czy "innych krakowskich milionerów" od Karheropa nie wierzę, dlatego pozostaje trzymać kciuki za algorytmy Królewskiego i skuteczność negocjacyjną Baszy. Bez mega udanych transferów wolnych zawodników Wisła nie utrzyma się w lidze. A ewentualny, kolejny spadek to może być naprawdę koniec.
Jarosław Królewski....Nie jestem fanem.
|