No dobra, przyłapałeś mnie. Codziennie rano, zanim usiądę do laptopa, klękam przed portretem Carbo, zapalam znicz i odmawiam różaniec po hiszpańsku. Dopiero potem mogę napisać, że gość zagrał dobry mecz. Odtajniłeś mi całą agenturę, chylę czoła.

A tak serio - zabawne jest to, że kiedy ktoś przedstawia Ci konkretny opis sytuacji klatka po klatce, z minutą retransmisji, z rozpisaniem kto, gdzie i kiedy stał, to Twoją odpowiedzią jest... "ideologia". Skoro nie możesz zanegować faktów, to zostaje tylko stara, wyświechtana zagrywka: "ty go chwalisz, bo to Hiszpan". Poziom dyskusji rodem z piaskownicy - ktoś zabrał Ci foremkę, więc sypiesz piaskiem.
Teraz do sedna. Carbo chwalony jest za to, że w destrukcji miał kilkanaście udanych interwencji, co potwierdzają statystyki z meczu, a nie za to, że urodził się między Madrytem a Barceloną.
- Kluczowe podania: 1
- Celne podania: 28/29 (97%)
- Podania na poł. przeciwnika: 14/14 (100%)
- Podania na własnej połowie: 13/14 (93%)
- Długie piłki celne: 4/5 (80%)
- Kontakty z piłką: 38 | Utracone posiadanie: 2
- Odbiory: 10
- Przechwyty: 1
- Wybicia: 2
- Wślizgi (udane): 1 (1)
- Pojedynki wygrane: 5
- Pojedynki powietrzne wygrane: 3
Gdyby takie liczby robił Kowalski z Nowej Huty, też dostałby plusa. Ale rozumiem - przyznanie, że statystyki i obraz gry mogą mieć większą wartość niż Twoje "tak mi się wydawało z trybun", burzy cały światopogląd, więc trzeba szybko uciec w narodowość.
Twoja główna teza - że to Carbo jest "głównym odpowiedzialnym" za stratę bramki - nie broni się w żaden sposób. Rozłożono Ci tę akcję na czynniki pierwsze, pokazano, kogo krył, dlaczego ruszył za późno i kto faktycznie zawalił decyzją w kluczowym momencie. Zamiast się do tego odnieść merytorycznie, wybrałeś wariant: "nie widzisz tego, bo mowa o Hiszpanie". Kolejny żałosny akt tego przedstawienia. Brawo, bis.
Teraz perełka - powołujesz się na Karcza. Przeczytaj jeszcze raz to, co sam zacytowałeś: tam jest rozgrzeszenie Kutwy, a nie ma tam (ani jednym słowem) oceny Carbo. Przykleiłeś cytat o jednym zawodniku do tezy o drugim i liczysz, że nikt nie zauważy. Zauważyliśmy.
A już powoływanie się na oceny Karcza jako autorytetu w sprawach piłkarskiej jakości to klasyk gatunku. Przypomnę tylko, że ten sam Karcz mylił się już wielokrotnie - choćby w przypadku Sukiennickiego, którego potrafił rozgrzeszać z każdej, nawet największej wtopy, no i całej listy innych zawodników, których albo odtrąbiano jako objawienie, albo spisywano na straty zupełnie odwrotnie do tego, co pokazywali potem na boisku.
Oceny Karcza nigdy nie były, nie są i nie będą żadnym wykładnikiem rzeczywistej jakości gry piłkarza ani weryfikacji danej sytuacji boiskowej. To po prostu jedna z wielu opinii - i to nie ta najcelniejsza.
Więc tak, Stary Dziadzie: jeśli "ideologia" oznacza patrzenie na to, co się faktycznie wydarzyło na murawie, a nie na paszport zawodnika - to chętnie pod nią się podpiszę. A Ty dalej oglądaj mecze przez pryzmat narodowości. Może następnym razem ustalisz, kto zawinił przy golu na podstawie znaku zodiaku.

