wolfy napisał(a):

Bzdura.
Rozpaczliwie próbujecie wyżebrać miejsce w składzie dla Krzyżanowskiego na które ten zwyczajnie nie zasługuje. Jesteście chorzy z tą waszą manią młodych talentów.
Lelieveld to boczny obrońca, nie skrzydłowy. Z Boziciem od razu zaczął grać szybko piłką, czego Krzyżanowski nie umie i nie robi. Lelieveld idealnie zagrał piłkę, ale wcześniej i później porozciągali obrońcówsz szybkimi podaniami.
Wy byście Carbo wystawili w ataku a Grujcicia na skrzydle byle tylko jednego więcej bąbelka do składu wepchnąć, walić grę i wyniki. Wisła to dla Was nie jest profesjonalny klub sportowy tylko piłkarskie przedszkole.
Dzisiaj Jop sadzając Holendra na ławce i wpuszczając Krzyżanowskiego ośmieszył siebie i wasze teorie. Jakiś oszołom na X prowadzi krucjatę, krakowscy dziennikarze mu wtórują - efekty było widać wczoraj.
Ale tak, posadźmy na ławce kolesia bez którego mielibyśmy w poprzednich trzech meczach okrągły JEDEN punkt, bo macie narąbane pod kopułą - tym razem na punkcie Krzyżanowskiego. O Sukiennickiego i Brodę się jakoś dziwnym trafem już nie upominasz...
I na tym poprzestańmy.
|
Dokładnie tak. I warto dodać jedną rzecz, której się tu nie mówi wprost - ten mecz pokazał nie tylko że Lelieveld jest lepszy od Krzyżanowskiego, ale że jego wartość jest zupełnie inaczej skonstruowana niż się wydaje krytykom. To nie jest kwestia pojedynczych akcji. To piłkarz który całą drużynę podnosi o jeden poziom organizacyjny - szybkie podanie, wyjście spod pressingu, rozciąganie obrony rywala zanim jeszcze ktoś zdążył to zauważyć. Z Bożiciem rozegrali razem kilka akcji, których Krzyżanowski po prostu fizycznie nie jest w stanie przeprowadzić, bo nie ma jeszcze takiego automatu decyzyjnego.
A co jest w tym wszystkim najbardziej uderzające? Że ta sama grupka, która latami nawijała o "profesjonalnym zarządzaniu klubem" i "merytorycznej ocenie piłkarzy" - jest w stanie przez tygodnie produkować gównoburzę na podstawie statystyk wyciętych z kontekstu przez jednego oszołoma na X. I krakowscy dziennikarze, zamiast powiedzieć "sprawdzam", przyklasnęli. Bo młody Polak zawsze lepiej klika.
Efekt był widoczny gołym okiem. Jop uległ - i natychmiast za to zapłacił.
To jest zresztą cały ten mechanizm, który przerabialiśmy już ze Sukiennickim, Brodą, Olejarką i kilkoma innymi. Wystarczy odpowiednio długo krzyczeć "młody talent!", a część ludzi zaczyna wierzyć, że jakikolwiek błąd weterana jest gorszy niż chroniczna przeciętność debiutanta. Że sama młodość to argument. Że klub to nie jest miejsce gdzie grają najlepsi - tylko gdzie "dają szansę".
Nie jest. I nigdy nie było.
Lelieveld gra, bo jest lepszy. To jedyne kryterium, które ma znaczenie, jeśli chcemy awansować, nie organizować staz dla przyszłych agentów piłkarskich.