|
Wisła nie zagrała dziś wielkiego meczu. To nie był występ, po którym człowiek odpala race z zachwytu nad jakością gry. Ale z bardzo trudnego wyjazdowego terenu przywozi cenny remis 1:1, a takich punktów na finiszu sezonu nie wolno lekceważyć. Na Stadionie Śląskim, przy 53 314 widzach, przegrywaliśmy po golu Patryka Szwedzika z 15. minuty, a wyrównanie dał w 66. minucie Frederico Duarte. I właśnie dlatego ten wynik trzeba szanować - nie za styl, tylko za wagę.
Jop tym razem trochę zaskoczył składem i niestety w pierwszej połowie ten pomysł zwyczajnie nie chwycił. Wisła wyraźnie ustępowała Ruchowi, miała problemy z konstruowaniem akcji, a gospodarze byli konkretniejsi i groźniejsi. Sam przebieg pierwszej części dobrze to pokazuje - Ruch był aktywniejszy, a Wisła poza pojedynczymi próbami nie dawała z przodu wiele. Nie była w stanie zdominować przeciwników.
Największy zgrzyt znów był po lewej stronie. Postawienie na Krzyżanowskiego okazało się błędem. Z Boziciem ta współpraca po prostu nie działa. Nie było tam gry kombinacyjnej na małej przestrzeni, nie było płynności, nie było ruchu bez piłki, który rozrywa ustawienie rywala. Krzyżanowski bardzo mało wniósł do ofensywy. Za mało podań dających przewagę, praktycznie zero prostopadłych zagrań, brak nieszablonowego ruchu i mało jakości w finalizacji akcji. A z tyłu też nie dawał pełnego spokoju. To był właśnie ten moment, w którym boisko po raz kolejny bezlitośnie wykpiło teorie, że to on powinien dziś grać kosztem Lelievelda.
W środku pola na plus trzeba zapisać powrót Marca Carbo do podstawowego składu. Było widać, że daje więcej jakości w destrukcji niż Kacper Duda. Lepiej się zastawiał, lepiej walczył fizycznie, lepiej zamykał przestrzenie. Potrafił wejść bark w bark, powalczyć o górną piłkę, zrobić tę brudną robotę, której Wiśle w poprzednich meczach często brakowało. Problem w tym, że obok niego znów rozczarował Duda. Miał swoje sytuacje do strzału i jak to u niego bywa - skończyło się uderzeniami wołającymi o pomstę do nieba. Do tego tradycyjnie spowalniał grę, nie dawał odpowiedniej jakości w rozegraniu i nie umiał przyspieszyć akcji wtedy, gdy był na to moment.
Największy problem Wisły w pierwszej fazie meczu to był jednak chaos z tyłu i niesprawne schematy rozegrania. Obrona momentami grała niezwykle nerwowo. Piłkarze nie współpracowali ze sobą właściwie, widać było, że w takim ustawieniu zwykle nie występowali, nie do końca czuli własne reakcje. Przy golu dla Ruchu źle zachował się Kutwa, który nie potrafił zdecydować, czy ma cofać się, czy wyjść do rywala. Stanął w pół drogi i skończyło się tak, jak to zwykle się kończy, gdy obrońca zawiesza się między dwiema decyzjami - rywal zrobił z tego użytek. Grujcić był mimo wszystko pewniejszy, choć też nie zagrał wielkiego meczu.
Giger z kolei drugi raz z rzędu wyglądał słabiej niż zwykle, ślizgał się na murawie niczym na jakimś lodowisku, ale jak pokazały wydarzenia, przyczyna nie leżała w tym, że jedynie on źle dobrał korki.
Na prawej stronie lepiej niż wiele razy wcześniej tej wiosny wyglądał Kuziemka. Było trochę szarpania, trochę odwagi, kilka niezłych zagrań, ale znów bez konkretu pod bramką. Julius Ertlthaler walczył i pracował, lecz jakościowo nie był już tak wyraźny jak na początku sezonu. Dobrze natomiast wypadł Bozić. Umiał utrzymać się przy piłce, wchodził w pojedynki, ściągał na siebie po dwóch-trzech rywali i robił miejsce kolegom. Dlatego wcale mnie nie dziwiło, że trener dłużej trzymał właśnie jego niż Kuziemkę.
Po przerwie Jop jednak zareagował dobrze i tu trzeba mu to oddać. W 63. minucie wpuścił Lelievelda za Krzyżanowskiego i Mikulca za Kuziemkę, a chwilę później Jamesa za Carbó. To były zmiany, które realnie odmieniły obraz gry. Lelieveld wszedł i od razu dał asystę przy bramce Duarte. Ale ważniejsze od samej asysty było to, co wróciło na lewe skrzydło razem z nim - kombinacja, inteligencja w poruszaniu się, lepsze decyzje, lepsza współpraca z Boziciem i wyższa kultura gry na małej przestrzeni. Czyli dokładnie to, czego wcześniej brakowało.
Na plus także Mikulec. Wszedł po bardzo długiej przerwie, do tego na pozycję, która nie jest dla niego naturalna, a mimo to nie spanikował. Grał inteligentnie, myślał na boisku i dał drużynie coś pożytecznego. Dobrą zmianę zapewnił też James Igbekeme, bo wzmocnił trochę środek pola, dołożył asekurację i jakość w odbiorze. Duarte natomiast trzeba pochwalić nie tylko za gola. W roli napastnika nie miał warunków, by wygrywać starcia bark w bark czy pojedynki w powietrzu, ale zrobił to, co napastnik zrobić musi - wykorzystał swoją okazję.
Bez większych błędów, za to z udanymi interwencjami, zakończył mecz bramkarz Letkiewicz, co oczywiście również cieszy.
Dziś Wisła znów była przeciętna, momentami siermiężna, niedokładna i za mało dynamiczna. Ale mimo tego nie pękła na trudnym terenie i wywozi punkt, który naprawdę ma znaczenie. Sam Jop po meczu mówił, że ten remis trzeba cenić, bo przybliża do celu. I tym razem akurat trudno się z nim nie zgodzić. Teraz klucz jest prosty - wygrać z Puszczą Niepołomice. Jeśli to się uda, trzeba by już naprawdę potężnego cyrku, żeby ten awans do Ekstraklasy jeszcze sobie wytrącić z rąk.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|