|
Niesamowity mam dysonans, patrząc na Wisłę w tej rundzie. Pół roku temu potrafiliśmy regularnie dokręcać rywalom śrubę. Dokręcać w taki sposób, że było widać, że nawet jak przez bite 45 minut nic nie chce wpaść, to prędzej czy później ten worek z bramkami się nam w meczu rozwiąże. I to nie na zasadzie, że wepchniemy jednego, góra dwa gole psim swędem.
Od niepamiętnych czasów nie trzeba było martwić się o każdy kolejny mecz, bo drużyna grała po prostu swoje. Widać było, że zespół wie co ma po kolei robić na murawie, ufa trenerowi i założeniom taktycznym, więc nie musi nerwowo szukać jakichś dziwacznych, nerwowych rozwiązań. Wszyscy klaskali patrząc na Wisłę, pomysł na grę i metodyczność w rozbijaniu kolejnych rywali.
Po przerwie zimowej, i to nie jest na pewno żaden wyświechtany frazes, można już śmiało powiedzieć: że to jest 'inna drużyna'. Skład pozostał ten sam, "pojawili się" też zawodnicy, którzy w poprzedniej rundzie dołączali do składu późno i mieli zaległości treningowe. Tymczasem każdy, dosłownie każdy, jest od początku tej rundy pod formą.
Godne podziwu, jak można w okamgnieniu spieprzyć tak dobrze naoliwioną maszynę. Niesamowite. Pojebane.
|