|
To miał być jeden z łatwiejszych meczów do przepchnięcia, a wyszło marne 1-1 w fatalnym stylu: dużo chaosu i błędów, mało sensu, a na koniec stracone na własne życzenie 2 punkty. Wisła zagrała słabo, chaotycznie i nerwowo. Liczba niewymuszonych błędów była przerażająca, jakby piłkarze postanowili robić Zniczowi prezenty w każdej formie - krótkim podaniem, przyjęciem, ustawieniem, decyzją.
Symbol tego meczu to oczywiście koszmarna wpadka Letkiewicza. Tu sprawa od dawna jest oczywista: jeśli kolejny raz próbujemy wyprowadzać piłkę pod pressingiem w sposób, którego nie umiemy dowieźć jakościowo, to prosimy się o kłopoty. Ten schemat już nas kosztował bramki i dalej kosztuje.
Na tle tego bałaganu na plus praktycznie tylko Rodado, Ertithaler, Giger i wprowadzony po przerwie Lelieveld. Rodado miał największą jakość indywidualną na boisku, parę razy błysnął, absorbował obrońców, ale w meczu bez skrzydeł i bez płynności niewiele mógł zrobić. Giger był twardy, konkretny, robił swoje w defensywie i przynajmniej tam nie było kabaretu. A Lelieveld dał zmianę świetną: więcej spokoju, lepsze decyzje, lepsza jakość w prowadzeniu i podaniu. Różnica względem Krzyżanowskiego była widoczna gołym okiem.
Krzyżanowski wcześniej słusznie zdjęty - i nie dlatego, że „fatalny”, tylko dlatego, że w tym meczu był zwyczajnie bezużyteczny w tym, czego potrzebowaliśmy. Źle współpracował z Duarte, wyprowadzał piłkę schematycznie pod pressingiem, bez wariantów i bez odwagi do grania w wolną przestrzeń. Znów nie dawał konkretów w ofensywie. Ale i tak nie był najsłabszy.
Najsłabszy był Fred Duarte. Mało udanych zagrań, mnóstwo momentów „poza grą”, brak realnego wpływu na atak pozycyjny. I najgorsze: to jego słabość w największym stopniu zabiła nam skrzydła. Bez jakości na bokach nie masz dośrodkowań, nie masz przewag, nie masz zmiany tempa - masz tylko kółeczka, wolne tempo i zderzanie się z blokiem rywala. To, że Duarte został zmieniony dopiero w samej końcówce i to jako jeden z ostatnich, jest po prostu niezrozumiałe. Ta słabość Jopa do Portugalczyka zaczyna irytować, bo wygląda jak ślepe przywiązanie do nazwiska, a nie do tego, co dzieje się na murawie.
Po drugiej stronie Kuziemka też fatalnie. Pod formą, bez „zgubienia krycia”, bez porządnych dośrodkowań, bez dobrego strzału, za to z pakietem strat i błędów. Jeśli obie flanki grają tak, jakby miały zakaz skutecznego gubienia krycia, to Rodado może sobie czekać na dobre podania ze skrzydeł do końca świata.
W środku pola Carbo znów wszedł w mecz źle: kilka poważnych błędów na start i szybka żółta kartka. Potem się poprawił, ale to nie był ten Carbo, którego potrzebujemy - dominujący, kontrolujący przestrzeń, z chirurgicznym odbiorem i pierwszym podaniem. On potrafi grać znacznie lepiej. James też bez fajerwerków. Dało się odczuć, że środek nie pracował na takim poziomie, żeby przykryć słabość skrzydeł i uspokoić budowanie akcji.
Z pomocników najlepiej wypadł Ertithaler - żywy, dynamiczny, z dwoma naprawdę dobrymi strzałami z dystansu. Przynajmniej było widać energię i chęć wzięcia odpowiedzialności, gdy reszta wyglądała, jakby grała w trybie „byle nie zepsuć” (a i tak psuła).
Z przodu Jordi Sanchez dostał 45 minut i znów... nic. Kilka sytuacji, w których "prawie doszedł", "prawie wygrał", "prawie coś zrobił". Na tym poziomie to są ozdobniki, a my potrzebujemy liczb, jakości i realnego zagrożenia. Stoperzy generalnie niczego nie zawalili systemowo, poza pojedynczymi wpadkami, ale przy takim chaosie w wyprowadzeniu i braku wsparcia z boków obrony też nie mieli łatwego życia.
Na Śląsk trzeba korekt, i to konkretnych. Lelieveld od początku. Powrót Dudy. Duarte odpoczynek od pierwszej jedenastki, bo w takiej dyspozycji jak dzisiaj nie zasługuje na grę. No i najważniejsze: zmienić sposób wyprowadzania piłki pod pressingiem. Jeśli nie umiemy w ten sposób grać, to nie róbmy z tego religii. Lepiej zagrać prościej, ominąć pierwszą linię, wygrać drugą piłkę i budować akcję wyżej, niż kolejny raz podarować bramkę, bo "takie mamy założenia".
Na razie te "założenia" wyglądają tak, jakbyśmy w instrukcji obsługi mieli dopisek: uwaga, produkt może powodować utratę punktów.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|