Hejterku, piękna bajka - szkoda, że jak zwykle kompletnie oderwana od rzeczywistości.
ŻADEN z ze sprowadzonych niedawno piłkarzy nie jest dużo lepszy niż NAJLEPSI sprowadzeni w ostatnich latach do Wisły zawodnicy z Hiszpanii tacy jak Rodado, Carbo, Igbekeme czy wielu innych Hiszpanów grających w polskich ligach.
Oni nie trafili tu dlatego, że ktoś ich tu wciskał, tylko dlatego, że byli lepsi niż inne dostępne dla Wisły opcje z krajowego rynku i bronili się swoimi umiejętnościami oraz przydatnością dla drużyny.
Sufit zespołu opartego o zawodników z Hiszpanii leżał na wysokości zdobycia Pucharu Polski i wcześniej wyciągnięcia zespołu z dziesiątego miejsca w tabeli za Brzęczka do prawie awansu bezpośredniego do Ekstraklasy już w pierwszym sezonie - i to zaledwie na przestrzeni kilkunastu tygodni gry. To zostało uwalone nie przez żadnych "Eneko, Ratonów i inne kaleki z Hiszpanii", których konkretnie wtedy nie było nawet w klubie (hejterek jak widać jest za głupi, by nawet taką oczywistość zauważyć

) tylko przez niekompetentnego polskiego trenera Sobolewskiego, którego uparte trzymanie było jednym z największych błędów Królewskiego.
Dzisiaj ci Hiszpanie, co mieli niby "hańbić Wisłę" zdobywając Puchar Polski dalej są największymi filarami zespołu Jopa - Rodado, Carbo, James robią różnicę i dają trenerowi, co potrzebuje prawie cały czas. Do tego klub WRÓCIŁ do ściągania jakości z zagranicy, tylko z innego kierunku, bo Basha nie ma takiego rozeznania w Hiszpanii jak Kiko.
Zamiast palić kasę na kolejnych "solidnych ligowców", dociągnięto jeszcze wyjątkowo ogarniętą młodzież typu Kuziemki dano Jopowi czas, spokój i narzędzia - i... niespodzianka: to wystarczyło.
Rzeczywistość jest taka, że fundamentem obecnego lidera są dokładnie ci sami zagraniczni, których latami wyzywałeś od "przepłaconego szrotu i zwykłych ogórów" na czele z Rodado, plus kilku nowych z innego kierunku i 2-3 młodych, którzy szczęśliwie wreszcie nie zabijają się o własne nogi, tylko tym razem coś realnie są w stanie wnieść pozytywnego. Do tego gdy paradoksalnie szczęśliwie wypadł Uryga, odnalazł się Biedrzycki. Cała reszta to już standardowa produkcja jarusiowych bajek - taśmowo, na trzy zmiany, w fabryce absurdów.
