Każdy kibic Wisły cieszył się ogromnie ze zdobycia pucharu.
I na pewno należy docenić wszystkich w klubie, którzy się do niego przyczynili.
Jednak trzeba zwrócić uwagę też na okoliczności zewnętrzne, które nam sprzyjały, w tym ogromną sekwencję szczęścia i "łaskę" sędziowską.
Przypomnę:
1. Wszystkie mecze ( pomijając finał) rozgrywane na własnym obiekcie.
2. Z ekstraklasy trafiliśmy tylko na średniaków lub przeciętniaków (Widzew, Piast) , minęliśmy się z drużynami top, nawet finał tylko z Pogonią a nie z kimś z grupy extra top.
3. Mecz z Widzewem to fura szczęścia extra, wyrównanie w ostatniej minucie po kontrowersyjnie zdobytym golu, potem Stefański "ratujący" Ratona, ehh...
4. W finale wyrównanie wręcz w ostatniej sekundzie, też z małą kontrowersją.
Jakby nie było, puchar był nasz i chwała.
Ale takiej "konstelacji gwiazd" nie będziemy już mieli więcej w ciągu najbliższych 100 lat
