|
Niestety Wisła znowu wyglądała jak drużyna na oparach, a nie zespół, który ma dominować ligę. To kolejny mecz, w którym wynik jest lepszy niż gra.
Fizycznie i motorycznie już od pewnego czasu mamy równie pochyłą.
Najbardziej uderzające było to, jak bardzo Wisła była ociężała: spóźnione reakcje, brak przyspieszenia po odbiorze, minimalna liczba dynamicznych wejść "z drugiej linii". Do tego dochodziła przerażająca liczba prostych błędów technicznych przy przyjęciu piłki - piłka odskakiwała, gubiła się przy najprostszych zagraniach, pojawiały się straty bez realnej presji rywala. Murawa była fatalna i oczywiście nie pomagała, ale skoro obie drużyny grały na tym samym boisku, a skala problemu u naszych była aż tak duża, to trudno zrzucać wszystko tylko na stan płyty. To wyglądało jak mieszanka złej nawierzchni, zmęczenia i braku koncentracji.
Na plus trzeba Jopowi oddać jedno: wyjściowa jedenastka była bliska optymalnej na ten moment sezonu. Wreszcie dostaliśmy ustawienie z zawodnikami, którzy w ostatnich dniach dawali więcej jakości od swoich konkurentów na danych pozycjach. W przerwie też zareagował słusznie - zdjęcie Grujcicia, który zagrał najsłabszy mecz odkąd jest w Wiśle, i wpuszczenie Łasickiego uporządkowało tyły i dało poprawę jakości defensywie.
Potem jednak zaczęły się decyzje, które trudno obronić. Wpuszczenie Nikaja na końcówkę to klasyczny przykład zmiany, która niczego drużynie nie dała. Napastnik pojawił się na boisku, ale był kompletnie niewidoczny - praktycznie nie dochodził do piłki, nie zanotował żadnego udanego zagrania, nie poprawił pressingu, nie dołożył ani jednego konkretu w ofensywie. W meczu, w którym Wisła miała kilka rzutów rożnych i dośrodkowań wybijanych zbyt krótko przez obrońców ŁKS-u, dużo większy sens miało postawienie na kogoś takiego jak Omic - zawodnika potrafiącego uderzyć z dystansu po takich "drugich piłkach" spadających przed pole karne.
Równie dyskusyjna była upartość w trzymaniu Duarte na boisku prawie do końca przy jednoczesnym wcześniejszym zdjęciu Bozicia. Austriak nie rozgrywał meczu życia, ale przynajmniej dawał coś konkretnego: potrafił zgrać piłkę głową, sensownie dośrodkować, a schodząc do środka na lewym skrzydle mógł zagrozić mocnym strzałem prawą nogą. W spotkaniu, gdzie każdy moment jakości mógł przechylić wynik, pozbawienie się takiego zawodnika, a jednocześnie trzymanie mało konkretnego Duarte, odbierało nam możliwości a nie dodawało ich. Z ławki nie przyszedł żaden impuls: ani nowa jakość, ani zmiana dynamiki, ani dodatkowe rozwiązanie w ataku.
Podsumowując: Jop dobrze wystartował z wyjściowym składem i pierwszą korektą, ale później nie popisał się przy zmianach i zarządzaniu drugą połową.
Indywidualnie tylko kilku zawodników zaprezentowało się w paru momentach bardziej przyzwoicie.
Igbekeme ponownie był jednym z tych, którzy nie wyglądali na przypadkowych. Dobrze pracował w destrukcji, szybko odbierał piłkę, potrafił dobrze podać. Na tle ogólnego chaosu był jednym z nielicznych punktów odniesienia w środku pola.
Letkiewicz, również zagrał przyzwoicie, niczego nie zawalił.
Giger zagrał solidnie w obronie - dobrze zamykał swoją stronę, wygrywał pojedynki, nie dawał rywalom łatwych wejść w swoją strefę. To kolejny mecz, w którym widać powtarzalną jakość jego gry w defensywie. Łasicki po wejściu w przerwie ustabilizował środek obrony: lepsze ustawianie, pewniejsze interwencje, kilka ważnych wybić i bloków.
Rodado był groźny, ciągle szukał gry, natomiast brakowało mu szczęścia i odpowiedniego wsparcia. Sam nie był bezbłędny, ale wciąż wiadomo, że potrafi zagrać na znacznie wyższym poziomie niż w tym meczu i w dużej mierze padł ofiarą słabej gry całej drużyny.
Reszta - niestety głównie tło. Ten mecz brutalnie pokazał, jak płytka i nierówna jest jakość szerokiej kadry drużyny.
Wnioski: zimowe wzmocnienia to konieczność, bo nadal są bardzo potrzebne jeśli poważnie myślimy o dalszej walce o ekstraklasę bez nieprzyjemnych wpadek i zaniedbań w sprawach fundamentalnych.
Priorytety na zimę są jasne:
- potrzebny jest kolejny napastnik, który realnie odciąży Rodado i będzie w stanie dać gole, kiedy Hiszpan ma słabszy dzień,
- potrzebny jest bramkarz na sensownym poziomie jako alternatywa i realna konkurencja dla Letkiewicza, a nie ktoś taki jak Broda,
- potrzebny jest nowy skrzydłowy w miejsce Sukiennickiego, którego trzeba po prostu uczciwie wypożyczyć lub sprzedać - obecnie nie daje ani liczb, ani jakości, której Wisła potrzebuje, żeby myśleć o awansie.
- należy dążyć do pozbycia się z kadry kilku zawodników takich jak wspomniani Suknia i Broda, oraz Talar, Starzyński, Colley, Uryga. Gdyby udało się zejść z ich kontraktów pojawiłoby się więcej przestrzeni na sprowadzenie potrzebnych obecnie zawodników.
Remis z ŁKS-em sam w sobie nie jest katastrofą, ale kolejny raz obnaża mankamenty, z którymi nadal musimy się zmagać. Bez wzmocnień zimą i poprawy przygotowania fizycznego ten projekt zamiast przyspieszyć, na wiosnę może zacząć przeżywać jeszcze większe problemy.
Ostatnio edytowane przez Markus : 07.12.2025 o godz. 17:33.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|