Wyświetl pojedynczy post
Markus
Senior Member
 
 
Od: 11.2002
Skąd: Kraków

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#513
Stary 05.12.2025, 16:27
Wyjazd do Bydgoszczy był modelowym przykładem na to jak źle dobrane ustawienie, błędne decyzje personalne i brak reakcji na boisku potrafią rozmontować zespół od pierwszej do ostatniej minuty. Wisła przegrała 4–1 z trzecioligowcem nie dlatego, że Zawisza zagrała mecz życia, ale dlatego, że sama oddała jej kontrolę nad wydarzeniami.

Kluczem była fatalna decyzja trenera Jopa o osłabieniu kręgosłupa drużyny. Brak Igbekeme, Gigera i Rodado nie był „rotacją”, tylko amputacją. To trzech zawodników, którzy nadają strukturę: Igbekeme stabilizuje środek i tempo gry, Giger daje balans i porządek w bocznym sektorze, a Rodado - nawet jeśli nie strzela - absorbuje obrońców, utrzymuje piłkę i ustawia pressing. Ich zmiennicy zwyczajnie nie byli na poziomie. Najbardziej rzucał się w oczy Nikaj: zdobył bramkę, ale poza tym jednym błyskiem prezentował się katastrofalnie - wolny w decyzjach, szarpany, bez wpływu na jakikolwiek etap budowania akcji.

Najciemniejszym punktem wieczoru był jednak Broda. Co kontakt to panika; co piłka w pole karne, to groźba straty gola. Wprowadzał nerwowość, która rozlewała się na całą linię obrony. Obrońcy po chwili zaczęli reagować z opóźnieniem, asekurować bez przekonania i unikać ryzyka, bo nie mieli żadnego oparcia za plecami.

Chaos pogłębił pomysł grania momentami na trójce obrońców, wynikający z wystawienia Colleya na prawej stronie. Józek to typowy stoper: nie ma nawyków bocznego obrońcy, nie daje szerokości, nie broni w bocznym sektorze, źle ustawia się przy kontrach. Każda jego reakcja krzyczała “gram nie na swojej pozycji”. To nie była nowa koncepcja - to był prowizoryczny eksperyment, który w meczu z dobrze zorganizowanym rywalem po prostu nie mógł wypalić.

W ofensywie zespół istniał tylko przez krótkie momenty. Omić próbował ratować honor drużyny strzałami z dystansu - potężnymi, soczystymi, naprawdę jakościowymi. To był jedyny pozytywny moment w drugiej połowie meczu. Jego gra daje do myślenia: może warto częściej ustawiać go wyżej, bliżej pola karnego, gdzie miałby więcej okazji do prostopadłych podań i takich strzałów. Niemniej generalnie również rozczarował.

Reszta formacji wyglądała blado. Kuziemka nadal bez formy, Duda zgaszony, bez jednego konkretu. Carbo także odległy od swej najlepszej dyspozycji, Julius znacznie poniżej poziomu z początku rundy. Zespół nie miał argumentów ani struktury, by przejąć inicjatywę - i to w meczu z przeciwnikiem z niższej ligi.

Podsumowanie jest bolesne, ale potrzebne: jeśli ktoś w klubie uważa, że drużyna nie potrzebuje wzmocnień, szczególnie na atak, skrzydła i bramkę, to ten mecz powinien być kubłem zimnej wody. Ta porażka wzięła się z braku realnej głębi, braku ludzi zdolnych do wejścia na poziom podstawowej jedenastki i z decyzji taktycznych, które tylko ten brak obnażyły.

Najlepsze, co można z tego wyjąć, to świadomość, że drużyna wymaga uzupełnień, bo bez obecność na boisku wszystkich kluczowych obecnie piłkarzy jakość gry Wisły drastycznie spada. A jakiekolwiek dalsze poleganie na Brodzie czy traktowanie go w kategorii nadającej się do gry alternatywy, to popełnianie harakiri.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze
"
Odpowiedz cytując