|
Kilka subiektywnych wniosków po meczu.
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała opowiastki niektórych użytkowników forum o szarży na trzech frontach. Od samego początku uparcie twierdziłem, że to jest samobójstwo, jeśli się myśli poważnie o utrzymaniu w Ekstraklasie po awansie, szczególnie przy wąskiej kadrze. Wyszło na moje. Czuję ulgę, że z tego PP odpadliśmy, choć wolałbym, żeby stało się to rundę później.
To spotkanie powinno dać do myślenia osobom decyzyjnym w dziale sportowym, aby nie przedłużać na siłę niektórych kontraktów. Wolę mieć kadrę mniej liczną, ale przynajmniej jakościową niż rozbudowaną ponad miarę, z czego połowa nawet do rezerw ze swoją formą się nie nadaje. Jeśli nie pożegnamy Urygi, Brody i kilku innych, to uznam to za jakiś sabotaż, bo inaczej racjonalnie się nie da tego wytłumaczyć.
Teraz z pewnością rzucą się na mnie etatowi przeciwnicy Królewskiego, którzy są jednocześnie bezkrytycznie zapatrzeni w Jopa, jednak muszę, bo się uduszę. W tym meczu dał ciała po całości. Chłop ma niestety dziwną tendencję do popadania w skrajność. Jak zabetonuje skład, to na amen, a jak już coś zmienia, to robi rewolucję na całego. O ile rozumiem zmiany w ataku czy pomocy, to pojąć nie mogę rozwalenia obrony, szczególnie że to przez kilka ostatnich sezonów była nasza pięta Achillesa. Największe nieporozumienia to zdecydowanie Broda w bramce i Józek na boku obrony. Kompletnie nieudane eksperymenty, które mam nadzieję już nigdy więcej się nie powtórzą.
Reasumując, była kompromitacja, ale za kilka tygodni nikt nie będzie o tym pamiętał. To była jednak potrzebna lekcja, aby ostudzić kilka gorących formowych głów i materiał do analizy dla Bashy i jego pomocników, że latem trzeba będzie wykonać kilka trudnych, ale koniecznych ruchów w obie strony.
W moim sercu jedna wiara, jeden klub, jedno bicie, Wisła Kraków ponad życie!!!
|