FraMat napisał(a):

Zgódźmy się z jednym Markusie: nie mam żadnej fobii wobec Carbo. Kiedy gra dobrze chwalę, kiedy gra słabiej, wytykam mu błędy.
Natomiast mam fobię na takich jak ty, którzy chwalą zawsze Carbo choćby w meczu wszystko koncertowo zjebał.
Zresztą dotyczy to wszystkich piłkarzy, czy trenera.
Chwalę za dobre występy, krytykuję za błędy.
Wiesz, że tak też można?
Tak, że masz rację - można mi zarzucać fobię, ale w stosunku do twojego bezsensownego .......enia czyli markusizmów.
|
Fra Mat odstawia tu taki teatr jednego aktora, że gdyby rozdawano nagrody za komedię mimowolną, to chłop dawno miałby Złotego Lwa.

"Nie mam żadnej fobii wobec Carbo" - pisze człowiek, który przez ostatnie sezony reagował na nazwisko Carbo jak pies Pawłowa na dzwonek, tylko że zamiast śliny leciała żółć. Ten sam, który wciskał do składu w jego miejsce nawet Sukiennickiego - piłkarską wersję wyłączonego routera - a potem próbował ludziom tłumaczyć, że to "dynamiczniejsza opcja".
I teraz, po latach fejków, urojonych teorii z jednego ujęcia kamery, bronienia Sobolewskiego jakby prowadził Manchester City, pisaniu o waleniu konia przez Leszka, czy wmawiania aspergera Wolfiemu gość wyskakuje z gadką o mojej "nieomylności" gdy przeciwko temu wszystkiemu oponuje. Fra Mat, nawet GPS tego nie wyprowadzi z lasu.
Szczytem bezczelności jest zarzut, że niby ja "zawsze" chwalę Carbo. Problem tylko polega na tym, że ja krytykowałem absolutnie każdego - włącznie z nim - kiedy grał słabo czy popełniał błędy. Różnica polega na tym, że Carbo jako najlepszy pomocnik Wisły od kilku lat dawał ku temu najmniej okazji. To nie moja wina, że rzeczywistość regularnie podważa twoje forumowe fantazje.
A potem przychodzi creme de la creme: "mam fobię tylko na takich jak ty". Nie, Fra Mat. Ty masz fobię na fakty. One cię ścigają jak koszmary po nocach, bo za każdym razem, gdy próbujesz wcisnąć swoją alternatywną wizję piłki, ktoś wrzuci ci screen, statystykę, konkretne zdarzenie albo zwykłe nagranie, które wywraca twoje tezy na plecy jak junior na sparingu.
I wtedy zaczyna się standardowy repertuar: demolka logiki, pretensje do świata, że nie tańczy w rytm twoich narracji i rytualne zaklinanie rzeczywistości hasłem "markusizmy".
Fra Mat, jeśli miałbyś odrobinę samoświadomości, to byś sam siebie oznaczał w tych tyradach o "bezsensownym ...eniu" i to nie tylko w kontekście Krzoski czy tworzenia sobie fabuły na podstawie jednego ujęcia kamery. Bo patrząc na historię twoich popisów - od Sukiennickiego po wycieczki na temat Leszka, od Sobola po Carbo - jedyne, co tu naprawdę się powtarza, to twoje własne fikołki.
I to jest właśnie ten paradoks: gość, który przeważnie się myli, konfabuluje i tworzy bajki z fantazją godną Tolkiena, najgłośniej krzyczy o czyjejś rzekomej nieomylności. Wiesz, Fra Mat...nawet Wolfy tego nie musi puentować. To się samo puentuje.