|
Każdy rozsądny człowiek wie, że wkład Jopa w obecne wyniki jest istotny, ale to nie jest jedyny i decydujący czynnik. Zwykłym s....ysyństwem jest próba wmawiania, że wcześniej był tu jakiś samograj, a Jop posiadł magiczną różdżkę, która dodała naszym skrzydeł, zwłaszcza jeśli się pomija ważne okoliczności.
Po pierwsze Jop, w przeciwieństwie do Moskala, mógł na spokojnie przygotować zespół w przerwie letniej. Nie musiał się tułać po Cyprze czy innym Azerbejdżanie, w dodatku ze szpitalem w kadrze.
Kolejna sprawa to bardzo dobre okienko transferowe. Od niepamiętnych czasów nowi zawodnicy mieli czas na wkomponowanie się do drużyny i nie było konieczności rzucania ich kompletnie nieprzygotowanych od razu na głęboką wodę.
O przebudowanej obronie, która przez ostatnie sezony była kulą u nogi, niektóre osoby już tu wspomniały. Jeśli ktoś nie widzi różnicy między Lelieveldem, Gigerem czy Grujčiciem a Urygą czy Jarochem, to zalecam nie tyle wizytę u okulisty, co u porządnego psychiatry, żeby wyleczył go z tej obsesji na punkcie Królewskiego.
I nie umniejszam tu w żaden sposób Jopowi, któremu należą się brawa na stojąco za dotychczas wykonaną pracę. Piszę i będę pisał, jak jest. Mądry zrozumie, a sfanatyzowanym oszołomom referatu nie starczy, bo oni i tak będą trwać w swym zaślepieniu i nienawiści.
W moim sercu jedna wiara, jeden klub, jedno bicie, Wisła Kraków ponad życie!!!
|