To był mecz z gatunku tych, po których człowiek traci sporo nerwów - niby Wisła wygrała 2:1, niby trzy punkty dopisane, ale gra Wisły była daleka od doskonałości. Stal Rzeszów potrafiła wymuszać błędy i mocno utrudniać naszym piłkarzom życie - zamiast statystować, wyszła jak po swoje. Odważna, dobrze ustawiona taktycznie, pressingująca wysoko i potrafiąca grać w piłkę. Jak na pierwszoligowe standardy, naprawdę zasłużyła na docenienie i pochwały.
Wisła z kolei⌠no cóż, wygrała zasłużenie, ale w stylu nieco słabszym niż zwykle. Było sporo strat, błędów i niedokładności. A jednak - mimo to - wynik końcowy mówi jasno: jakość po naszej stronie i tak przeważyła.
Mecz obfitował w tyle niecodziennych zdarzeń, że niektórzy kibice mogli odnieść wrażenie, że oglądają jakiś mecz z Pucharu Turcji. Rzut karny dla Stali - powtarzany â i dwa razy zmarnowany! Tego się nie widuje często. Do tego nieuznany gol Bozicia po rzekomym umyślnym zagraniu ręką i wreszcie⌠Letkiewicz, który zagrał jak bramkarz z zupełnie innej ligi. Pewny, spokojny, bez nerwowych wyjść, bez wpadek. Gdyby nie on, mogłoby się skończyć dużo gorzej. Bez wątpienia jego najlepszy mecz w Wiśle w tym sezonie.
W ofensywie błysnął tradycyjnie Rodado - choć też z gatunku "z błyskiem i cieniem". Kilka sytuacji zmarnował, długo nic mu nie wchodziło, aż wreszcie jedną z nich wykorzystał wzorowo, zdobywając drugiego gola i przy okazji pokazując, że nawet w słabszym dniu potrafi zrobić różnicę. Widać było, że uraz z pierwszej połowy cały czas dawał mu się we znaki.
Dlatego w moim odczuciu Jop mocno ryzykował trzymając go tak długo na boisku, a potem zamieniając na Kawałę (zamiast Nikaja). Ten młody piłkarz wprawdzie niczego nie zawalił, ale też wiele w końcówce nie wyniósł. We wcześniejszych meczach z lepszej strony pokazywał się Albańczyk. Na szczęście rozwój wydarzeń na boisku nie doprowadził do straty punktów z powodu tego ruchu.
Zmiennicy tym razem poza dwoma wyjątkami wnieśli stosunkowo mało. Bozić i Omic - ok, w porządku. Bozić dał pozytywny sygnał - pokazał że potrafi się ustawić, widzi partnerów, ma piłkarską inteligencję. Omic po wejściu też zrobił swoje - dał to co potrzebne w środku pola. Reszta?
Duarte - dramat. Kompletnie bezproduktywny, bez energii, bez pomysłu. W końcówce zmarnował sytuację, której nie dałoby się gorzej rozwiązać, nawet gdyby ktoś próbował to zrobić celowo. Strzał jak z ligi halowej w Pcimiu Dolnym. Krzyżanowski? W obronie miał słabsze momenty i nie był pewny, w ofensywie - jedna przytomna piłka do Grujčicia przy akcji bramkowej i⌠koniec listy zasług.
Z podstawowych zawodników najlepiej wypadli: wspomniany już Letkiewicz - klasa sama dla siebie, absolutny numer jeden meczu. Julius Ertlthaler - kapitalny występ, pełen jakości, waleczności i inteligentnych decyzji zarówno w destrukcji, jak i przy rozegraniu. Giger - bardzo solidny, a jego skuteczność w bezpośrednich pojedynkach defensywnych z rywalami to coś, czego w Wiśle brakowało od lat. Gdy ma szansę wejść w walkę bark w bark i zablokować przeciwnika - zwykle robi to perfekcyjnie.
Igbekeme - znów pełen energii, świetny w asekuracji, dobry w rozegraniu, niezmordowany. Carbo - dobry do momentu, gdy przegrał pojedynek w polu karnym i sprokurował karnego. Był zbyt wolny przy zwrotnym rywalu, ale poza tym - solidnie.
Obok Duarte słabszy dzień mieli Duda i Kuziemka. Ten pierwszy zagrał jakby wciąż miał w głowie wspomnienia z portugalskich plaż. Duda - znów za dużo chaosu i złych decyzji, zmarnowana okazja, brak odpowiedniej kreacji. Owszem, potrafi odegrać pod pressingiem, ale to trochę za mało, żeby być żelazną dziesiątką w zespole walczącym o awans. Kuziemka - słabszy dzień, mało konkretów, nie dawał wielu jakościowych akcji na skrzydle, którymi we wcześniejszych meczach podrywał drużynę. Jest jednak młody, ma czas i prawo do gorszych momentów, stać go ciągle na dużo więcej.
Udany mecz rozgrywali także obaj nasi środkowi obrońcy, którzy coraz lepiej się rozumieją i ze sobą współpracują oraz wzajemnie się asekurują.
Podsumowując - Wisła zagrała poniżej swojego standardu, ale i tak wygrała zasłużenie. Taki mecz, gdzie błędy nie przykryły faktu, że drużyna ma jakość, której Stal mimo wszystko nie dorównuje. Ale też trzeba przyznać - Rzeszowianie zostawili po sobie dobre wrażenie, byli odważni, ambitni i dobrze zorganizowani.
Trzy punkty są, i to najważniejsze. Teraz czas, żeby Jop rozsądnie rotował w Pucharze Polski z Hutnikiem - niech odpoczną podstawowi zawodnicy. Bo najważniejsze jest to, żeby na ligowy mecz z Chrobrym Głogów znów wyszła Wisła w pełni sił, na jak największej świeżości.