Jaroo1 napisał(a):

|
cała ta superanckość i hiszpańskość Hiszpanów w Wiśle oparta jest w sumie na Rodado... Czyli na jednym nazwisku. Reszta została pożegnana bez żalu bo byli ciency. Bez Carbo też jakoś by było... Także w tych bajkach markusa jest tyle przekłamań i manipulacji, że głowa mała.
|
Czasem człowieka może wziąć na wymioty, gdy widzi się te same kłamliwe manipulacje i wulgarne brednie wypisywane przez hejterka. Gość przez 3 lata dzień w dzień w każdym możliwym temacie pluł na Królewskiego i hejtował go w każdy możliwy sposób - za absolutnie wszystko. Był on przez ten czas w jego oczach w pełni odpowiedzialny za najmniejszy detal (nawet jak ktoś sobie pierdnął), a teraz temu typowi odmieniło się i za wszystko odpowiedzialny jest już tylko i wyłącznie Jop, a nie ten, kto mu płaci i zdecydował, że nadal tutaj jest.
Przecież hejterek to totalnie chory człowiek.
Najlepsze, że sam wielokrotnie mimochodem wykazał, iż opłaca się ściągać do Polski Hiszpanów z La Liga2, czy jeszcze niższych hiszpańskich lig, z których przytłaczająca większość sprawdziła się w naszym kraju (w samej tylko w Wiśle na przestrzeni lat sprawdziło się ich 13-14, w skali wszystkich lig co najmniej 30).
Czy ktoś z Was poważnie myśli, że drużyna złożona z takich jakościowych zawodników w ich primie w składzie Cuesta - Velez, Tachi, Gonzalez - Mula, Carbo, Lionch, Fernandez, Imaz - Carlitos, Rodado przez 3 lata grałaby w pierwszej lidze?

Bo jak niektórzy twierdzą, za dużo byłoby w niej Hiszpanów i przez to Rodado nie byłby Rodado, Carbo Carbo, a Cuesta Cuestą?
Serio?
Według mnie stworzona z takich zawodników drużyna spokojnie już dawno grałaby w Ekstraklasie, gdzie regularnie biłaby się przynajmniej o puchary.
Potwierdzają to też wydarzenia z zimy sezonu 2022/23, gdzie Królewski miał trochę pieniędzy na sprowadzenie wartościowych zawodników i wtedy ci Hiszpanie wyciągnęli zespół z 10 miejsca po jesieni do pozycji jednego meczu od bezpośredniego awansu. Już dawno gralibyśmy w Ekstraklasie, gdyby zostali ściągnięci wcześniej i nie musieli ratować tego, do czego doprowadził zespół Brzęczka, a na ławce trenerskiej był ktoś lepszy niż geniusz Sobolewski, który jako trener praktycznie wszędzie się zbłaźnił.
I wiecie, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że po trzech latach wycia o “hiszpańskiej patologii” i “równowadze narodowościowej” ten sam typ dalej nie ogarnia, że w piłce nie ma rubryki “pochodzenie”, tylko “wynik”. Jak masz lepszego grajka z Almeríi niż drewniaka z Pcimia, to bierzesz Hiszpana - nie dlatego, że pachnie oliwą z oliwek, tylko dlatego, że umie grać w piłkę (a większość tych ściąganych do Polski pokazywała, że jednak umie). Lub jakiegoś dobrego piłkarsko Austriaka, Włocha, Nigeryjczyka - bez znaczenia. A kto tego po tylu sezonach jeszcze nie zrozumiał, temu pozostaje już tylko śpiewać hymn o “równowadze w szatni” i modlić się o odrodzenie Sukiennickiego, czy udawać, że ostatnie świetne transfery jakościowych obcokrajowców nie były fundamentem odmiany zespołu.
