|
Jedną z przyczyn jest słabe szkolenie bramkarzy w Wiśle.
Przez lata przewinęło się przez sztab mnóstwo trenerów bramkarzy, ale że byli to głównie kumple pierwszych trenerów, to byli traktowani na zasadzie kwiatka do kożucha.
Wyjątków było bardzo niewiele.
Pierwszym był Stangaciu w sztabie Petrescu. Już po sposobie prowadzenia przez niego rozgrzewki było widać, że się chłop zna na rzeczy, ale się niestety długo u nas nie napracował.
Drugim wyjątkiem był Grzegorz Kurdziel, który doprowadził Pawełka do życiowej formy przed odejściem do Turcji, a potem pod jego okiem bardzo dobrze radził sobie Pareiko. Wszyscy pamiętamy, jaki zjazd zaliczył Sergei po jego odejściu ze sztabu.
Trzeci wyjątek pracował w klubie niedawno, a mowa o Macieju Kowalu. O jego warsztacie świadczy nie tylko to, jaki progres zaliczył pod jego skrzydłami Lis, ale także późniejsza praca w Rakowie. Rozwijać tematu chyba nie trzeba.
Do kategorii wyjątków jeszcze dorzuciłbym Ryszarda Jankowskiego, u którego nieszczęsny Dolha rozegrał rundę życia.
Załuska to jest niestety potwierdzenie reguły. Zatrudniono go pewnie, bo grał kiedyś u nas, a że pracuje jednocześnie w PZPN, to i pewnie Jopa znał z młodzieżówek, więc na papierze trener bramkarzy jest. Wynikami jego pracy nikt się przejmował nie będzie, bo jest swój, a kto nie szanuje swoich, niech idzie kibicować na drugą stronę Błoń i szlus.
W moim sercu jedna wiara, jeden klub, jedno bicie, Wisła Kraków ponad życie!!!
|