Daleki wyjazd, z którego rok temu przywieźliśmy okrągłe 0 pkt. Jednym słowem zrobiliśmy coś wymiernego, co przybliża nas realnie do bezpośredniego awansu względem poprzedniego sezonu. Zdecydowanie rzecz najistotniejsza w tym wszystkim, ale na tym pozytywy niestety się kończą.
ciacho napisał(a):

|
Niestety ta drużyna to cały czas mentalna galareta.
|
Nie określiłbym tego w ten sposób. Wspólna radość po bramce na 2-1 pokazuje, że ciśnienie jest tam niesamowite, ale jego poziom chyba najlepiej obrazuje Duda cieszący się prowokacyjnie przy 2-1 w kierunku młyna Łęcznej. W życiu nie spodziewałbym się po nim czegoś takiego, ale skoro skrajnemu introwertykowi tak odjebało to znaczy, że emocjonalnie jest tam grubo. Być może zbyt grubo.
Osobna kwestia to bramkarz, chociaż może niekoniecznie osobna. Wiktor pod samym młynem Łęcznej puścił po stracie bramki do leżącego Brody chyba dość konkretną wiązankę. Piłkarze raczej pilnują się, żeby takich rzeczy nie robić. Biedrzyckiemu jak widać puściły hamulce. Z kolei Rodado, którego widać na skraju dwóch kadrów był przy stracie bramki tak wkrwiony, że gdyby miał Kamila w zasięgu to chyba by mu wyjebał. Jeśli Jop chciał iść na przełamanie z Brodą to chyba czas zdać sobie sprawę, że to już nie jest kwestia czysto sportowa, ale ma to szerszy i negatywny wpływ na grę i boiskowe zachowania innych zawodników. Inna sprawa, że przy poprzednich sztabach sporo mówiło się, że organizacyjnie w Wiśle trener bramkarzy ma dużą autonomię, również w kwestii obsady bramki. Coś tu chyba nie działa jak powinno. Nie wiem czy personalnie czy organizacyjnie, ale wyraźnie jest problem.