To jest strasznie... niekomfortowe... uczucie oglądać mecz, w którym praktycznie każde dojście przez przeciwnika z piłką już na 25 metrów od naszej bramki wywołuje przerażenie, że zaraz stracimy bramkę.
Z obrazu meczy wynika zresztą, że ten nieprzyjemny efekt dotyczy nie tylko kibiców, ale chyba także i naszej obrony, i bramkarza.
W sumie powinniśmy chyba podziękować trenerowi Odry, że przygotował taką a nie inną taktykę i piłkarze Odry woleli leżeć na boisku niż atakować, bo praktycznie każde ich odważniejsze wyjście w tym meczu kończyło się bramką lub groźną sytuacją.
Gramy bez bramkarza, gramy bez obrony, gramy bez ławki. Dopóki z przodu żarło i strzelaliśmy więcej niż traciliśmy, na nikim to nie robiło wrażenia.
Dobra wiadomość jest taka, że tym razem też coś wpadło i dwa razy się podnieśliśmy. Ale z sierpniowego morale już niewiele zostało.
Druga dobra wiadomość jest taka, że statystycznie ciągle jesteśmy powyżej ścieżki pewnego awansu bezpośredniego
