bridgeburner napisał(a):

Nie do końca się zgodzę z tezą że to był mecz jak wiele w poprzednich sezonach
Nie mieliśmy w tym meczu przewagi w strzałach, sytuacjach, po prostu nic nie wychodziło, nawet prostych podan było mnóstwo niecelnych
|
Jak czasem jestem krytyczny wobec Karcza, to nie tyle wnioski co spostrzeżenia po meczu miał jak najbardziej trafne.
Cytat:
To była zupełnie inna Wisła niż w sześciu wcześniejszych meczach. To było wręcz zastanawiające jak wszyscy wiślacy zjechali w kilka dni od meczu ze Śląskiem Wrocław z poziomem swojej gry o piętro, dwa. Wyglądali, jakby grali na zaciągniętym hamulcu ręcznym. To totalnie nie był ich dzień.
...bo krakowianie nie przyspieszali swoich akcji, a gdy nawet momentami to robili, to brakowało im dokładności. Aż oczy ze zdumienia można było przecierać, ile wiślacy mieli prostych strat.
|
Pieprzenie o taktyce kiedy zawodnicy mają problem niekryci prosto kopnąć piłkę mija się z celem. Sam Juliusz miał chyba więcej strat i niedokładaności niż w poprzednich sześciu meczach w sumie.
Natomiast jeśli chodzi o przyczyny.
Patryko napisał(a):

Wczoraj zwróciła moją uwagę jeszcze jedna rzecz.
Po 25 minutach pierwszej połowy nasi byli totalnie mokrzy, tam musiała być niesamowita duchota. Wyglądało to tak, że lepiej była na takie warunki przygotowana Miedź, która mądrze rozporządzała siłami.
U nas było dokładnie to samo, co w meczu z Pogonią, czyli odcięcie prądu i zespół stanął, zaczęły się niedokładności etc., tylko że to się zaczęło dziać po 30 minutach meczu.
|
Jak przed meczem zobaczyłem 73% wilgotności to mimo 21 stopni zapaliła mi się w głowie ostrzegawcza lampka. Już po 5 minutach było widać, że będzie źle. Umieranie zaczęło się po 10, a nie 30 jak piszesz. Już wtedy było widać, że dosłownie się z nich leje. To oczywiście kwestie bardzo indywidualne, ale ogólnie duży wysiłek przy wysokiej wilgotności część ludzi uważa nawet za gorszy niż w 'suchym' upale. Negatywny impakt na ogólnie pojęty mental, czyli kwestie wolicjonalne oraz utrzymanie koncentracji jest podobno wtedy znacznie większy. Teoria, ale jeśli coś ma ją potwierdzić to wczorajszy mecz wydaje się idealny. Dla porównania z PGM było 49% i 28 stopni. Tam wydolnościowo było ciężko, ale chłopaki nie miały problemów z momentami dosłownie fundamentalną koordynacją ruchową jak w Legnicy. Również jeśli chodzi o taką boiskową inteligencje, to mózgownice też niektórym powyłączało.
To nie wszystko. Zasadniczo widać, że nie przepadamy za dalekimi wyjazdami. Pewnie nikt nie przepada, ale w zeszłym sezonie u nas wyglądało to tak.
ŁKS - katastrofa.
Łęczna - bardzo źle.
Dwumecz w Wawie - katastrofa.
Legnica - bardzo słabo.
Kołobrzeg - strata punktów ze spadkowiczem.
Prószków też się wpisuje, mimo że były tam dodatkowe okoliczności.
2x5-6 godzin w autobusie nie pomaga, ale warto również pamiętać, że tak odległy wyjazd i powrót to w zasadzie wyjęcie dwóch dni z mikrocykli między spotkaniami.
Poza tym. W 10 dni zagraliśmy 3 mecze. Przez układ spotkań mimo wikendowych kolejek zrobił nam się w zasadzie trzydniowy mikrocykl. Śląsk kończymy późnym popołudniem w niedziele, a już w czwartek pakujemy się w autobus do Legnicy.
Jak zbierzesz to do kupy to w 10 dni trzy mecze z czego 2 odległe wyjazdy, które w zasadzie wyrywają po dwa dni. Trzy dni po meczu ze Śląskiem na wysokiej intensywności, pakujesz się na 5h w autobus, a jak z niego wysiądziesz to 24h później grasz 90 minut w saunie. Co mogło pójść nie tak? Wszystko.
Czy można było coś zrobić lepiej? Pewnie tak. Zarzuty o Gigera, Omicia czy Bozicia średnio się bronią. Ostanie dwa tygodnie przez swoją intensywność to nie był dobry moment na wdrażanie grajków. Podobnie sprawa wygląda z innym podejściem taktycznym, to nie działa na zasadzie *pstryk* paluszkiem i gramy co innego. Zwłaszcza w sytuacji kiedy w 10 dni trzeci, ostatni mecz wymaga innego podejścia taktycznego. Jednostki treningowe nie są z gumy, a w autobusie ciężko zrobić taktyczną gierkę pod kontem przeciwnika, do którego właśnie jedziemy.
Ogólnie bez histerii. Układ gier był bardzo specyficzny. Aczkolwiek. Jeśli myślimy o bezpośrednim to z pewnością musimy poprawić punktowanie na dalekich wyjazdach. Znicz wypadł pod tym względem bardzo obiecująco. Legnica przy fakcie, że w ogóle nie dojechaliśmy na mecz już niekoniecznie.