sandomingo napisał(a):

Nie dość, że nie ma tu wpływów z karnetów, skyboxów itd itp to ona zaprzecza nawet podstawom matematyki.
W tym wyliczeniu nie ma nic, począwszy od prawdy.
|
Znaczy, tak nie do końca. Zawsze to się rozbije o założenia wejściowe, ale choćby średni przychód z biletu to zupełnie inna bajka niż średni zysk z dnia meczowego.
Przykładowo, średni przychód z biletów zwykle liczy się na podstawie większej liczby meczów, a nie np. ostatniego meczu (z sold-outem), bo używa się tego wskaźnika raczej do planowania średnioterminowego, gdzie nie zakłada się sold-outów co dwa tygodnie, tylko oscylowanie wokół średniej frekwencji sezonowej.
Matematycznie ma to duże znaczenie - jeżeli liczysz dla powiedzmy 18 tys. widzów (średnio w ostatnich latach mieliśmy właśnie 15-18 tys./mecz), to o wiele większa waga będzie ciągnących w dół 6 tys. sprzedanych karnetów (+/- 6/18) niż dla takiego meczu jak ostatnio, gdzie zdecydowana większość biletów (+/- 26/32) była sprzedana po cenie "jednostkowej" i rozstrzał średniego przychodu z biletów będzie istotny.
Co istotne, ten wskaźnik liczy się (a przynajmniej powinno się liczyć) akurat z uwzględnieniem łącznego przychodu z biletów i karnetów.
Drugą sprawą jest natomiast mityczny wskaźnik Królewskiego, który zysk "meczowy" liczy raczej płynnościowo, tylko i wyłącznie na podstawie tego, co sprzedało się jako bilet bezpośrednio przed meczem, z wyłączeniem tego, co zebrał (i wydał) przez rundą/sezonem w ramach karnetów, rozdał, dawał w barterze, bez wliczania przychodów sponsorskich, sprzedaży okołomeczowej (catering, sklep, dzierżawy) itd., za to z uwzględnieniem absolutnie wszystkiego, co jest kosztem organizacji meczu.
To drugie, to faktycznie manipulacja nastawiona na efekt marketingowy.