To ja tak może krótko podsumuję Alanka, bo na indiańca szkoda mi czasu. Facet od czasu powrotu do Wisły ciągle gra na alibii.Zwalnia kretyńsko grę, milonem podań z kolegami z obrony, dzięki czemu drużyna przeciwna ma czas żeby ustawić autobus i potem kopiemy głową w mur, potem wychodzą z kontrą gdzie oczywiście jest za wolnĂż, więc jak zostanie sam to ktoś go objedzie jak wóz z węglem, jak asekuruje go szybszy kolega to mamy -1 w ataku. W obronie według kapitana zapieprzać za niego mają koledzy dlatego rozstawia wszystkich jak pionki, tak jak po powrocie robił z Colleyem, sam nie podejmuje nigdy ryzykownych interwencji, dlatego po meczu nigdy nie jest krytykowany. Wrzuca za to ciągle na miny kolegów z drużyny i to im się potem obrywa pomimo tego iż stopień trudności ich interwencji jest znacznie wyższy. Do tego drze się ciągle jak niespełna rozumu, co ma efekt raczej komiczny niż straszny, z tym że nasza drużyna to nie jest zlepek przestraszonych chłopaczków, tylko piłkarzy ktorzy z niejednego pieca chleb jedli, i takim zachowaniem tylko psuje klimat w drużynie. Reasumując pilkarz słaby, kapitan słaby, jak dla mnie nic nie wniesie, a prawdopodobnie popsuje sporo . Wiadomo hierarchia
