Mecz ze Śląskiem to była taka różnica klas, że nawet najbardziej zatwardziałe hejterki powinny przyznać, iż Rodado to nie "zwykły, przepłacony szrot", tylko absolutny król tej drużyny. Hat-trick, techniczne popisy, pressing, praca w defensywie - facet harował na całym boisku. We wspaniałym absolutnie genialnym stylu, wartym każdych pieniędzy.
Numer dwa w tym spektaklu był równie oczywisty - Marc Carbo. Co ten chłopak wyczyniał w środku pola, to był majstersztyk. Wszystko przecinał, wszystko asekurował, ustawiał się tak, że rywale odbijali się od niego jak od ściany. Wisła miała swojego Busquetsa, a Śląsk mógł tylko patrzeć jak dzieciak na witrynę z cukierkami.
I teraz pytanie do lokalnych "znafców": serio jeszcze ktoś ma czelność pisać, że Carbo to "kudłaty statysta" i lepiej budować niby bardziej dynamicznego Sukiennickiego? Bo jeśli tak, to gratuluję poczucia humoru - macie większe niż Abelard Giza. Jak ktoś po czymś takim dalej będzie wypisywał swoje pierdoły o tym, że Wisła straciła tylko czas na sprowadzenie zawodników z Hiszpanii, to niech od razu zamówi sobie kolejną wizytę u specjalisty.
Trzecia perełka to Lelieveld. Gość zagrał taki mecz na prawej obronie, że Jaroch może mu buty czyścić - i to w szatni, nie na murawie. Ruleta w obronie, eleganckie podania, a przy czwartym golu asysta palce lizać. To była piłka na poziomie, do którego taki Jaroch, Gruszkowski czy Szot nawet nie wiedzą jak dojechać tramwajem.
Grujcić na stoperze? Profesor. Zastąpił Kutwę tak, że nikt nie zauważył braku. Pewność, ustawienie, współpraca z Biedrzyckim - książkowa. A te dalekie, dokładne podania? Normalnie flashbacki z czasów Ivana Gonzaleza. Ktoś powie, że przesadzam? To niech sobie obejrzy powtórkę meczu zamiast słuchać tradycyjnych zawodzeń hejterków o obcokrajowcach.
Nie można też pominąć Dudy i Krzyżanowskiego. Obaj tym razem zagrali z dużym poświęceniem. Duda dobrze wkomponował się w pressing, zaliczył kolejną asystę, a Krzyżanowski - co jest wręcz sensacją - praktycznie nie przegrywał pojedynków w obronie. Pierwszy raz w tym sezonie pokazał, że potrafi dawać coś pozytywnego również w powstrzymywaniu rywali.
Trochę słabiej tym razem Julius i Kuziemka, ale trudno, nie każdy mecz musi być ich idealnym.
Na koniec - Biedrzycki. Jak nie ma obok Urygi, to nagle wygląda jak normalny piłkarz, a nie kandydat do czerwonej kartki w każdej akcji. I to już któryś mecz z rzędu pokazujący, że to nie przypadek.
Podsumowując: z Rodado jako kapitanem Wisła wygląda jak zespół z charakterem, pasją i mentalnością zwycięzców. Z Urygą wygląda jak kółko różańcowe. Wybór wydaje się dość prosty, choć pewnie dla paru forumowych "ekspertów" dalej będzie zagadką, a obecna mentalna przemiana drużyny na boisku bez związku ze zmianą kapitana i odejściem takiego Zwolaka
