s1mone napisał(a):

A Markusik dalej nie rozumie, że na tym forum nikt nie sprzeciwia się jakościowym transferom zagranicznym. Ani ja, ani nawet Jaro. Większość z nas jest rozsądna.
|
Tia, pod warunkiem że nie są z Hiszpanii, bo wtedy zawodników z jednego kraju rzekomo już może być za dużo.
Kupiłby takie opowiastki jedynie ten, kto nie znałby twórczości wielu z Was, czy słów hejterka, że nawet Rodado to zwykły szrot. Tak naprawdę o nim myślał i jak widać dalej zdania specjalnie nie zmienił.
Teraz posłuchaj, forumowy strategu od "równowagi przez paszport".
Owszem, kluczem do sukcesu jest balans - ale w
jakości składu, a nie w tym, czy na murawie biega trzech, pięciu czy jedenastu Hiszpanów. Serce drużyny może bić w klacie Rodado i Carbo tak samo, a nawet mocniej, niż przykładowo u Sapały czy Zwolińskiego - boisko oraz podejście do wykonywanych obowiązków na murawie i poza nią pokazują to lepiej niż Twoje teorie.
Twoje "muszą być Polacy, żeby się obcokrajowcy integrowali" brzmi jak instrukcja z PRL-u o przyjaźni polsko-radzieckiej. Bo co niby - jak w kadrze jest więcej Hiszpanów, to nagle nie potrafią asekurować kolegi? A może przestają rozumieć, po co się gra w piłkę? Jeden za drugiego już poświęcać się i walczyć nie może? Biometr i temperatura im spada?

Bzdura. To, czy drużyna jest zlepkiem indywidualności, czy monolitem, zależy od wielu różnych czynników, a nie od tego, jakie mają obywatelstwo.
Tak długo, jak na daną pozycję można ściągnąć lepszego Hiszpana (czy innego obcokrajowca) niż krajowy odpowiednik, każdy rozsądny człowiek weźmie tego lepszego. A wciskanie do składu słabszego tylko dlatego, że urodził się w Polsce, albo że będzie za dużo jakości z Hiszpanii czy jakiegoś innego kraju, to sabotaż sportowy, nie "budowanie atmosfery". I tak regulaminowo w składzie musi być dodatkowo jeden uprzywilejowany Polak jako młodzieżowiec.
Krótko mówiąc - zamiast mierzyć sukces paszportami, mierz go
umiejętnościami i indywidualnym profesjonalizmem każdego poszczególnego gracza. Bo od nich zależy wygrywanie meczów, a nie od tego, ile razy w szatni powiesz "dzień dobry" po polsku.