|
Mecz Wisły Kraków z Chrobrym Głogów wyglądał tak jak się można było spodziewać: festiwal błędów i nieporadności na szczęście tym razem z dobrym zakończeniem.
Na pierwszy plan wyłonił się oczywiście Biedrzycki, który chyba postanowił rozegrać konkurs na najgorszego obrońcę kolejki. Jego zwrotność i szybkość przypominały raczej tankowiec robiący zwrot przez Atlantyk. Efekt? Żałosny. Gość nie wygrał żadnego pojedynku w defensywie, a bramka dla Chrobrego to bezpośredni efekt jego "popisowej" gry. Ktoś powinien mu w końcu powiedzieć, że futbol to nie szachy – ruszać się trzeba nieco szybciej.
Drugim antybohaterem wieczoru okazał się Zwoliński. Napastnik, którego największym osiągnięciem było perfekcyjne ukrywanie się przed podaniami kolegów. Naprawdę sztuka godna podziwu – przez większą część meczu totalna bezproduktywność i brak jakichkolwiek udanych zagrań. Jeśli szukacie podręcznikowego przykładu jak nie grać na "dziewiątce" – oto on.
Kolejny "as" to Sukiennicki. Zagubiony bardziej niż dziecko w supermarkecie, zwalniający każdą akcję niczym kontroler biletów w tramwaju, który nie miał ani jednego dobrego pomysłu. Został zmieniony w przerwie – i była to sensowna decyzja Jopa. Zastępujący go Alfaro szybko pokazał, że futbol jednak można grać inaczej: z pressingiem, lepszym rozegraniem piłki i przeglądem pola oraz paroma naprawdę ciekawymi akcjami w trzeciej tercji boiska.
Oczywiście są też pozytywy – Baena był jak światełko w tunelu. Realnie ciągnął grę Wisły, strzelił kluczowego gola na remis i robił zamęt w obronie rywali na prawym skrzydle, regularnie gubiąc krycie. Zasłużył na pochwały.
No i wisienka na torcie – powrót Rodado. Hiszpan wszedł na boisko i w kilka minut zrobił coś, czego Zwoliński nie potrafił przez cały mecz: strzelił zwycięskiego gola. Jego powrót to ogromne wzmocnienie dla drużyny i nadzieja, że teraz będzie nieco mniej dramatów w ofensywie.
Co do reszty zespołu – Igbekeme, Carbo i Mikulec tym razem zaprezentowali się przeciętnie. Letkiewicz pięknie wybronił strzał w końcówce, ale też nie był bez winy przy straconym golu. Niemniej występ na plus. Wejście Dudy tradycyjnie nie podniosło jakości postawy naszej drugiej linii – choć kibice, nie wiadomo dlaczego, uparcie zawyżają mu oceny. Zaklinanie rzeczywistości w stylu Harry’ego Pottera nic tu jednak nie pomoże.
Podsumowując, Wisła wygrała dzięki indywidualnym przebłyskom kilku piłkarzy. Jeśli jednak Jop nie chce w przyszłości przeżywać kolejnych męczarni, powinien na poważnie przemyśleć dalsze wystawianie "gwiazd" takich jak Biedrzycki, Zwoliński czy Sukiennicki w pierwszym składzie. Ta farsa trwa już za długo.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|