Drozd napisał(a):

Jaki pech... szmata Sobczak wjebał się rozpędzony w Poletanovicza na wysokości kolan. Udem, biodrem, czym popadło byle chłopa uszkodzić, a potem niby przepraszając podszedł i poklepał go po twarzy. Takiego chama i wśura ciężko znaleźć. Oby trafił na równego sobie i skończył z pozrywanymi więzadłami.
Wiadomo już coś konkretnego o urazie?
|
No, dzisiaj przyłączam się do życzeń dla Sobczaka.
I dla całej świni. Grali jak ostatni rzeźnicy.
Niestety, czarni nie reagowali.
A wystarczyło na początku świnię utemperować kilkoma kartkami.
Potem już było po ptokach.
Czarnym też życzenia wszystkiego dobrego: żeby karma do nich wróciła.
W dowolnej formie.
Jak najszybciej i spektakularnie.