Drozd napisał(a):

Był podnoszony często temat poziomu pionu medycznego u nas. Niedawno okazało się co było z Dudą. "miałem dziurę z nerce i wylewał się przez nią mocz", chłopu założyli dren a miał wrócić za 6-8 tygodni. Kiedy pisałem, że to farmazon stadko płaczków miało używanie i kto miał rację mówiąc że albo dwa tygodnie albo dużo dłużej?
Teraz okazuje się jaki był problem Szota.
https://sport.lovekrakow.pl/aktualno...z-i_59804.html
Z tego co opowiada wyskakując z przysiadu dostał dyskopatii, bo nie sądze, że kręgozmyku, choć tak by wynikało ż tego co opowiada. Młody facet, sportowiec nagle łapie przypadłość właściwą dla zasiedzianych urzędasów. Coś tu nie gra. Czego się dowiadujemy dalej.
Dzięki kontuzji â choć wiadomo, że wolałbym jej nie mieć â nauczyłem się nowych ćwiczeń, których wcześniej nie robiłem. Od tego czasu je wykonuję i wszystko jest w porządku.
Może jest tak, że w zestawie wykonywanych przez drużynę ćwiczeń brakuje tych zapobiegających podobnym wypadkom. Może za chwilę kolejny rozwali sobie L-S przy wyskoku do główki, fikołku skręcie tułowia.
Jeżeli jest mowa o rozwoju klubu to właśnie takie zmiany są najistotniejsze w najgłębszych podstawach funkcjonowania. Skoro Bisztyga którego już nie ma potrafił wyciągnąć chłopa z problemu bez krojenia to dlaczego wcześniej nie zwrócił uwagi, że jest zaniedbywany fundamentalny element treningu. Może zwracał ale nikt go nie słucha. W każdym razie dobrze by było wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Tym bardziej że Szot nie był jedyny, bo Broda miał chyba podobny problem.
|
Dlatego Orest Lenczyk zawsze kładł duży nacisk na ćwiczenia pozapiłkarskie, ogólnorozwojowe. Takie jakie większość z nas miała na WF-ie. Szymkowiak kiedyś w wywiadzie przyznał że gdyby tak wcześniej trenował uniknąłby jednej poważnej kontuzji, gdzie przeskakując nad rywalem wystarczyło zakończyć przewrotem.
Temat nie jest nowy.