|
Wisła Kraków przez ostatnie lata zdaje się żyć według zasady "działajmy dziś, zobaczymy, co się stanie jutro". Sztandarowym przykładem jest narracja związana z awansem do Ekstraklasy. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiono o "spokojnym planie na dwa lata" by nagle, pod wpływem emocji, zmienić strategię na "awans za wszelką cenę". To nie jest strategia, to desperacja. Klub, który zmienia swoje cele co kilka tygodni, nie może mówić o stabilnym planie rozwoju.
Wisła sprawnie operuje językiem narracji sukcesu, odwołując się do innowacyjności i nowoczesnych technologii. Algorytmy w transferach, sztuczna inteligencja w analizach, wszystko to brzmi jak recepta na sukces, ale w rzeczywistości przypomina jedynie marketingowy błysk. Co z tego, że na papierze Wisła jest jednym z najbardziej innowacyjnych klubów w Polsce, skoro jej baza treningowa przypomina bardziej amatorski ośrodek niż zaplecze klubu, który marzy o grze w europejskich pucharach? Co z tego, że mowa o przyszłościowej strategii, skoro pion sportowy jest wywracany co sezon, a planowanie przypomina budowanie domu na piasku?
W lidze, w której Wisła dominuje medialnie i finansowo, powinna zjadać konkurencję. Tymczasem w perspektywie całego sezonu nie jest w stanie zadomowić się w czołówce. W lidze, która jest sportowo słaba, Wisła nie potrafi zbudować kadry â mimo wydatków na poziomie Jagiellonii Białystok, która choć raz byłaby realnie rozważana jako drużyna zdolna do zajęcia pierwszego miejsca. Co stanie się, gdy klub awansuje do Ekstraklasy? Konkurencja wzrośnie, a przy takim zarządzaniu skończy się to kolejnym spadkiem.
Największe kluby w Polsce coraz wyraźniej zmierzają w stronę rozwoju akademii, opierając swoją przyszłość na milionach, które będą napływać z transferów do lig TOP5. Budują solidne fundamenty, które zapewnią im stabilność i możliwość rozwoju. Wisła, w przeciwieństwie do nich, nie tylko nie zbuduje swojego majątku, ale jeśli Synerise upadnie, klub znajdzie się w dokładnie tej samej sytuacji co pięć lat temu - bez niczego.
Najbardziej brakuje inwestycji w szkolenie młodzieży, w profesjonalizację i rozbudowę akademii. Tymczasem Wisła zmaga się z problemem, by terminowo płacić za wynajem hali dla dzieci. To smutny obraz klubu, który woli karmić się iluzjami i naiwnymi wizjami. Szefostwo, wciąż przekonane o własnym geniuszu, ulega kolejnym nierealnym pomysłom, jak choćby przekonaniu, że Kacper Duda jest przyszłością reprezentacji Polski, a jeden student-programista bez doświadczenia w poważnej piłce może stworzyć algorytm, który zrewolucjonizuje scouting. Tymczasem korzysta z gotowych rozwiązań, z których korzysta tak samo Puszcza Niepołomice, jak 95% poważnych klubów. Tylko kibiców łatwo łudzić, bo myślą życzeniowo i zawsze będą wierzyć do samego końca.
Przykładem tej naiwności jest historia z Urferem inwestorem, który okazał się przekrętem, a mimo to przez Królewskiego był przedstawiany jako poważny partner. To pokazuje smutną prawdę: Królewski nie zna nikogo z rzeczywistego świata dużych inwestorów. Jego kontakty są płytkie, a Synerise, firma będąca jego główną wizytówką, to w rzeczywistości startup trzeciej kategorii. Fakt, że byle oszust był w stanie przekonać go do swoich rzekomych pomysłów na klub, mówi wszystko. Wisła Kraków to klub z podwórkowym właścicielem, który wierzy, że PR i marzenia zastąpią realną strategię. To droga donikąd.
Kiedy myślimy o wielkich klubach, widzimy ich potężne stadiony i nowoczesne centra treningowe. Wisła tymczasem płaci za wynajem obiektu od miasta i korzysta z bazy treningowej, która już lata temu przestała odpowiadać standardom nowoczesnej piłki. Mówienie o powrocie na szczyt bez inwestycji w infrastrukturę to jak obiecywanie rejsu dookoła świata z dziurawym statkiem.
Obserwując działania klubu, trudno znaleźć odpowiedź na pytanie, dokąd zmierza Wisła Kraków. Wisła jest jak statek dryfujący bez steru, chwilami płynie w stronę portu, innymi dryfuje w otwarte morze, by za chwilę kręcić się w kółko. PR klubu tworzy iluzję progresu, ale kulisy zdradzają chaos, brak planu i struktur, które mogłyby ten klub odbudować. W obecnej formie Wisła zmierza donikąd. Może dryfować na zapleczu Ekstraklasy przez kolejne lata, o ile wcześniej nie zatonie pod ciężarem własnych długów, złych decyzji i wygórowanych ambicji, które nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.
Właściciel Wisły, Jarosław Królewski, jest uosobieniem marzycielstwa. Jego firma, Synerise, była przez lata przedstawiana jako fundament finansowy klubu. Ale fundament ten zaczyna pękać. Problemy z publikowaniem sprawozdań finansowych w ustawowych terminach, odejścia kluczowych pracowników i narastające straty to sygnały, że Synerise jest bardziej startupem na skraju wypalenia niż stabilnym zapleczem finansowym. Jeśli Wisła jest w jakikolwiek sposób zależna od zasobów tej firmy, przyszłość klubu stoi pod ogromnym znakiem zapytania.
Ostatnio edytowane przez erdo : 03.12.2024 o godz. 15:14.
|