Karherop napisał(a):

Dotarcie jakiejkolwiek fazy rozgrywek europejskich jest wypadkową regulaminu i podgrzewanych kulek z uefa.
Wisla w 1r trafila na Kosovo, zamiast mistrza Szwecji, a i rzutem na tasme uzyskujac rozstawienie. W 3r trafilismy na drugi od konca wsrod rozstawionych Spartak Trnava zamiast na Kopenhage lub Gent. Generalnie w przypadku jakiegokolwiek polskiego klubu wygrywajacego PP dotarcie do play offow sprowadza sie w praktyce do wygrania 2 spotkań z 6
Oczywiscie szczesciu trzeba pomoc, natomiast bardziej doceniam poszczegolne wyniki niz sam koncowy efekt. PP to mimo wszystko klepniecie 3 ekip pod rząd z esa.
|
Ech...
Równie dobrze mógłbym tutaj wkleić coś na temat tego, ile trzeba było mieć szczęścia, żeby ominąć w losowaniu polskiego pucharu jakąkolwiek drużynę z ekstraklasowego top-3, praktycznie wszystkie kluczowe mecze grać u siebie, dwa razy trafić na drużynę ekstraklasową w kryzysie wyjazdowym, w finale na drużynę, która nigdy niczego nie wygrała, sędziego, który po wcześniejszych błędnych na naszą niekorzyść decyzji nie miał wystarczająco dużo odwagi, żeby po VAR cofnąć nieprawidłową bramkę strzeloną w ostatniej sekundzie głównego czasu gry czy wreszcie sędziego, który nie zauważył przesunięcia piłki o kilkanaście metrów, znowu w ostatniej akcji głównego czasu gry. Nie wspominając już o tym, gdzie łatwiej o niespodziankę - w dwumeczu czy w jednym meczu.
Oczywiście można dyskutować nad tym, czy większym sukcesem jest pokonanie w jednym meczu u siebie Piasta bądź Widzewa czy też w dwumeczu Spartaka Trnawa albo w wyjazdowym meczu belgijskiego ekstraklasowicza, co w poprzednich latach bywało przeszkodą nie do przejścia dla drużyn z czołówki naszej ekstraklapy. Oczywiście w osiągnięciu tych wyników pomogło nam szczęście (jak w PP) czy, w niektórych meczach, zlekceważenie ze strony rywala (jak w PP).
Still - robiliśmy to jako I-ligowiec, 10. drużyna drugiego poziomu ligowego z kraju sklasyfikowanego na początku trzeciej dziesiątki lig krajowych, z niepełną kadrą bez okresu przygotowawczego i z zawodnikami, którzy wchodzili na mecze prosto z lotniska, o czym większość ludzi zdaje się zapominać, rozliczając to tak, jakbyśmy byli typowym ekstraklasowym polskim pucharowiczem, który POWINIEN gładko wygrywać te 2 dwumecze (nie spotkania) z 6 z drużynami reprezentującymi pierwszy poziom rozgrywkowy innych krajów. Na tym tle - PP zdobywaliśmy jako drużyna będąca kadrowo ciągle jednym z faworytów do awansu do ekstraklasy, potencjalny ekstraklasowicz za około trzy tygodnie (to, że potem przegraliśmy wszystko, co było do przegrania to inna sprawa). Zupełnie inne proporcje.
Jak już wspomniałem, o gustach się nie dyskutuje. Dla mnie "przygoda" pucharowa, mimo iż nie dodała nic do gabloty, była sportowo o wiele bardziej wymagająca od zdobycia PP - w równie szczęśliwych okolicznościach...