Wyświetl pojedynczy post
MaLk
Socios Wisła Kraków
 
Od: 08.2016

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#5806
Stary 05.11.2024, 18:57
Obserwator napisał(a):Wyświetl post
Strategia niekomentowania najróżniejszych koncepcji i teorii dotyczących mojego pobytu w piłkarskiej Wiśle (przyjęta po to aby w żadnym przypadku nie szkodzić i nie psuć atmosfery wokół klubu mimo oczywistego dyskomfortu z mojej strony) wymaga odporności przy czytaniu tego typu tekstów. Nie pozwolę sobie więc i tym razem wejść w precyzyjną polemikę.
Co automatycznie dyskwalifikuje możliwość podjęcia jakiejkolwiek sensownej polemiki wychodzącej poza ogólniki i...

Cytat:
Nawet widząc takie egzotyczne zestawienia jak poniżej w których wymienia mnie Pan jednym tchem z trzema urzędującymi dłużej bądź krócej prezesami zarządu spółki.
...zrównanie Pana pod tym względem z wyżej wymienionymi trzema panami. Oraz kolejnymi. I całą radą nadzorczą.

Że Pan sobie w ten sposób nie pomaga - nie moja wina, tylko wina Pańskiej, jak Pan już słusznie zauważył, niezbyt trafnej strategii.

Inaczej rzecz ujmując, dopóki Pan nie wejdzie w "precyzyjną polemikę", wykazując, że coś było inaczej niż zostało przekazane na zewnątrz, ponosi Pan pełną odpowiedzialność za decyzje, które firmował Pan swoim podpisem jako współwłaściciel i członek rady nadzorczej spółki. Sorry, tak to działa.

Więc przypomnijmy podstawowe fakty:
- praktycznie każda decyzja o charakterze sportowym była ówcześnie zastrzeżona w statucie jako wymagająca zgody rady nadzorczej,
- praktycznie każda decyzja dotycząca wyboru zarządu i głównych kierunków działania spółki była ówcześnie zastrzeżona w statucie jako wymagająca zgody rady nadzorczej lub walnego zgromadzenia.

Jeśli zatem prawdą jest, że na wszystko się Pan w głosowaniach ostatecznie zgadzał, to ponosi Pan za to współodpowiedzialność. I naprawdę nie obchodzi mnie czy robił Pan z pełnym przekonaniem, czy też Pan głosował, ale się nie cieszył/uśmiechał. Jeśli Pan zagłosował, to przyłożył Pan cegiełkę to tych wszystkich decyzji, które ostatecznie okazały się błędne. Teraz zostaje Panu tylko narracja, że "to nie do końca tak". Na koniec liczy się tylko to, co Pan zrobił albo czego nie zrobił, a mógł. Nikt z Pana nie zdejmie za to odpowiedzialności tylko dlatego, że prywatnie uważał Pan inaczej. Trzeba było chociaż głosować inaczej... Ja rozumiem, że w korporacjach to tak działa - ma nawet nazwę - rozmycie odpowiedzialności. To nie ja. To wszyscy. Na mnie to nie działa - Pan podpisał, Pan bierze to teraz na klatę albo pokazuje, że jednak nie podpisał.

Cytat:
Zastanawiam się wprawdzie czy nie boi się Pan, że budowanie daleko idących tez o sposobie zarządzania Wisłą i wpływu konkretnych osób na poszczególne aspekty jej działalności na podstawie deklaracji i opisów jednej tylko osoby (bo o ile wiem wszystkie pozostałe póki co milczą w tym aspekcie) mocno wartość tak zbudowanych teorii podważa? Najwyraźniej się Pan nie boi.
Czy miałem pewne wątpliwości? Tak.
Czy się nie boję? Nie.
Czy na podstawie opisów jednej osoby? Nie, absolutnie nie. Śledzę i śledziłem od lat wypowiedzi wszystkich zaangażowanych osób - na tyle, na ile każda z nich dawała mi na to szansę. Wielokrotnie słuchałem także Pańskich wypowiedzi (przed i po wyjściu z zaangażowanie w Wiśle), czytałem Pańskie wypowiedzi tutaj itp. Uczestniczyłem też w głosowaniach na walnym, czytałem ich wyniki i nawet byłem na tej podstawie wykoncypować choćby to kto kiedy jak głosował. Z waszymi pakietami akcji to naprawdę nie było nic szczególnie trudnego.

Cytat:
Zastanawiam się też, czy nie przemknęło Panu przez głowę, że tłumaczenie (bo tak ja bym swoje wypowiedzi nazwał) decyzji podejmowanych w aspekcie sportowym mogło wynikać z podstawowej lojalności wobec partnerów biznesowych, a niekoniecznie z chęci obrony skutków tych decyzji, jak Pan to nazwał? Najwyraźniej nie przemknęło.
Szczerze? Przeszło mi to przez myśl parę razy. Ale, tak prywatnie, nie wiem co dla mnie byłoby gorsze - świadome poparcie ówczesnych błędnych decyzji czy koślawa próba usprawiedliwienia się teraz na zasadzie wiem, ale nie powiem. Jeśli było inaczej, to zaiste - wolałbym jednak nie być oszukiwanym przez gładkie słówka kierowane do opinii publicznej, które jakoby nie miały oparcia w rzeczywistości - bo tak musiałbym odebrać teraz wyjaśnienie, że było zupełnie inaczej niż "sprzedawano" to opinii publicznej, w tym sociosom i akcjonariuszom spółki, a do obu kręgów się akurat wtedy zaliczałem.

Innymi słowy, wolę nie dopuszczać do siebie myśli, że w imię lojalności wobec partnerów biznesowych robiliście mnie w [tu wstawić odpowiednie słowo]... Ja to "tłumaczenie" świadomie odrzucam od siebie, bo go nie akceptuję.

Cytat:
O ile nad moimi pytaniami, rozumieniem moich wypowiedzi, filozofią zarządzania, odpowiedzialnością i jej stopniem można dyskutować godzinami, o tyle pisząc, że zarządzanie klubem w sezonie 21/22 w jakimkolwiek punkcie czasu uważałem za książkowe i tak je opisywałem zakrzywia Pan rzeczywistość. Nigdy się nawet nie zbliżyłem to takiego stwierdzenia. Było wręcz odwrotnie (choć nigdy w publicznych dywagacjach, to fakt).
To stwierdzenie wprost pochodzi ze spotkania, które Pan i JK odbyliście z sociosami po spadku. Pan był zresztą tym "oficjalnym", o ile pamiętam JK tylko się tam pojawił jako uzupełnienie. Kiedyś było nawet nagranie z tego spotkania, zarząd socios powinien je mieć, proszę sobie odwinąć jeśli chce Pan sobie dokładnie prześledzić przebieg kto powiedział, co powiedział, kiedy powiedział i, co najważniejsze, jaka była Pana reakcja na te stwierdzenia.

Cytat:
(choć o ile ja pamiętam to zwykle było to podręcznikowe a nie książkowe zarządzanie)
A to odwołuję. To zmienia wszystko...

Cytat:
Jest tylko jedna osoba, którą znam i która dość często używała i używa (...) tego typu stwierdzeń
Pan w tym spotkaniu uczestniczył, był głównym prowadzącym i spokojnie się pod tą tezę co najmniej podpiął, a już na pewno na tym spotkaniu jej nie skontrował.

A, no tak. Zapomniałem:
Cytat:
Było wręcz odwrotnie (choć nigdy w publicznych dywagacjach, to fakt).
To jest dla mnie z całego tego potoku słów nie-precyzyjnej polemiki kluczowy fragment.

Proszę więc mnie, szaraczka, oświecić, jak mam traktować poważnie deklarację, że prywatnie gdzieś Pan się z tym nie zgadzał, ale kiedy "pewna osoba" stojąc obok Pana wygłosiła to na oficjalnym spotkaniu do sociosów po spadku, to akurat wtedy nie znalazł Pan w sobie wystarczająco dużo siły, żeby powiedzieć, że jednak niekoniecznie tak było? Lojalność ponad wszystko? Ponad każdą głupotę wciskaną ludziom?

Znowu - firmował Pan to twierdzenie własną osobą na tym spotkaniu. Jak rozumiem - twierdzenie, z którym się Pan - jak się okazuje dzisiaj(!) - absolutnie nie zgadzał.

Pan myśli, że w ten sposób w jakiś sposób obroni Pan swoje ówczesne postępowanie? Że zmieni Pan moją (prywatną) opinię co do tego, czy i w jaki sposób przyłożył się Pan do tego, co się potem stało i moją opinię na temat tego, czy dawał Pan w związku z tym większą rękojmię od wspomnianej trójki na to, że byłoby lepiej?

Bo gdzieś wewnętrznie uważał Pan inaczej, ale nigdy nie dał ku temu jasnego, mniej lub bardziej zewnętrznego wyrazu, czy to w głosowaniu, czy to w publicznych rozmowach, tudzież wypowiedziach.

No nie, sorry, nie udało się. Jeśli bliżej nieokreślona lojalność była dla Pan ważniejsza od dobra spółki, to sorry, to nie są żadne kwalifikacje, które by mnie przekonały, że za Pana rządów byłoby zauważalnie lepiej.

Ta błędnie interpretowana lojalność była zresztą praprzyczyną tego, gdzie Wisła jest teraz. Sprawiała, że nikt nigdy nie powiedział głośnego stop, kiedy była taka trzeba. Wliczając w to Pana. Ale to temat na inną bajkę.

Cytat:
Bardzo proszę o nie przypisywanie mi nie moich opinii.
Sorry, wybrał Pan strategię taką, że wszystko będzie przypisywane (m.in.) Panu, bo nigdy Pan głośno nie zaprotestował.
Odpowiedz cytując