Sinusoida trwa. Po udanym meczu przychodzi słabiutki, o wiele gorszy.
Dziś prawie wszystkie prezentowali się fatalnie, nawet Rodado, który grał jeden z najgorszych meczów w naszym zespole.
Nic nie działało, środek pola był rozbity, brak Carbo przerażająco widoczny. Ci co kwestionują jego wartość i znaczenie dla drużyny po raz kolejny mogli się przekonać jak bardzo się mylą jeśli myślą, że ktokolwiek inny jest w stanie go godnie zastąpić. Bez niego mieliśmy dużo gorsze i wolniejsze operowanie piłką, co mocno odbijało się na kreatywności drużyny i tempie konstruowania akcji. Igbekeme musiał grać niżej. Tychy bez problemu nadążały. Wszystko się posypało.
Nie działały skrzydła. Mikulec po prawej stronie nie potrafił dogadać się z Kissem, a później Baeną, a Alf z również bardzo słabo grającym Kiakosem. Zmiany dokonane przez Jopa w drugiej połowie jedynie jeszcze bardziej pogorszyły sytuację. Ale nie może być inaczej, skoro taki Duarte to na razie jakaś gigantyczna parodia piłkarza.
Naprawdę fascynuje mnie dlaczego Fred gra i w ogóle pojawia się na boisku w kolejnym już meczu, mimo iż w żadnym kompletnie niczego nie pokazał. Nic go nie broni i nie uzasadnia wsadzania na boisko. Ma dobrego managera czy jakieś inne plecy, bo to jest coś całkowicie niezrozumiałego. Co ten Jop?

Już naprawdę dużo lepiej byłoby wpuszczać na boisko młodego i nieobliczalnego Kuziemkę niż jego. Gorzej nikt by nie mógł zagrać, a Kuziemka zapewne miałby przynajmniej jakieś udane zagrania na koncie i walczył z zaangażowaniem.
W miarę przyzwoicie, a pewno nie tragicznie zagrali dziś tylko Letkiewicz, Kutwa, Zwoliński i będący w coraz lepszej dyspozycji Uryga. A robienie z Sukiennickiego nowego wunderkida czyni mu jedynie krzywdę.