Układanka jest prosta. Ciąć koszty można do momentu, w którym powoduje to przekroczenie sportowego Rubikonu i skokową utratę przychodów. W skrócie - do momentu spadku. Jedno miejsce wyżej lub niżej w ESA to praktycznie niezauważalna różnica 0,5 mln zł. Ale spadek z ESA do I ligi do z automatu ok. 10 baniek w plecy z samych praw telewizyjnych (plus straty przychodu meczowego, sponsorskiego itp.). Taki urok kontynentalnego systemu rozgrywek piłkarskich.
Nie mieszajmy tutaj jednak dwóch systemów walutowych. Pisząc o planie Jażdżyńskiego pisałem o planie zrestrukturyzowania stricte długu po TF w ramach formalnego postępowania o zatwierdzenie układu (z czasów, gdy jeszcze graliśmy w ESA), a nie o całościowej restrukturyzacji klubu po spadku.
Jak wyglądałaby taka restrukturyzacja całościowa w wersji TJ - nie wiem. Tak naprawdę nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć ani jej głównych założeń, ani tego, jak by to wyglądało w praktyce. W sumie większość rzeczy oprócz budżetu wynagrodzeń dla pierwszego zespołu siłą rzeczy było już ścięte przez to, co działo się przy ratowaniu klubu i przez pandemię. Wiadomo co najwyżej, o co kłóciliśmy się tutaj na forum, że zakładała obniżenie budżetu piłkarskiego w okolice tego, co mieli najbogatsi w I lidze. Wygrała opcja przeciwna. Budżet został zbudowany pod światłym przewodnictwem DB/MB, potem WN jako całkowite przeciwieństwo tego założenia, bez jakiegokolwiek realnego oparcia w możliwych do uzyskania przychodach. Potem swoje dorzucił jeszcze JK. Mieliśmy de facto wygrać awans samą zdolnością zaoferowania ludziom większych płac niż reszta I ligi i część klubów z ESA. Z perspektywy czasu kompletnie się to nie opłaciło. Ale w przypadku ewentualnego nadmiernego ścięcia kosztów równie dobrze moglibyśmy walczyć o utrzymanie w I lidze i mieć z tym realne problemy, bo z całym szacunkiem do TJ, nie przypominam sobie, aby za jego współrządzenia polityka sportowa się broniła, głosował za wszystkimi decyzjami sportowymi w RN, a na spotkaniu z kibicami twardo bronił także tych ewidentnie przestrzelonych decyzji, jak wybór scouta na dyrektora sportowego czy kupno Fazlagicia, pod którymi ostatecznie się podpisał i które uważał z jakiegoś niezrozumiałego powodu jako "książkowe" zarządzanie klubem. Nie mam pojęcia co miałoby przemawiać za tym, że gdyby jednak objął zarząd byłoby lepiej, a mniejsze pieniądze na piłkarzy byłyby wydane z lepszym pożytkiem. Może długi by nie rosły lawinowo, ale może też spadlibyśmy niżej i też by była katastrofa. Gdybanie.
Krytyka zarządzania przez Królewskiego to jedno, przekonanie o tym, że którykolwiek z realnych jego "zamienników" zrobiłby to lepiej, to drugie. W mojej ocenie żaden z trio (starego i nowego) nie dawał żadnej rękojmi tego, że zrobiłby cokolwiek lepiej. Prawie każdy miał okazję już pokazać swoje umiejętności w tym klubie i nie przypominam sobie, żeby któryś zrobił na mnie jakieś dobre wrażenie. Stąd od lat wołam o kogoś, kto faktycznie ma jakieś profesjonalne doświadczenie w tej branży a nie kogoś, kto przyjdzie i będzie się uczył na żywym organizmie wprowadzania swoich własnych teorii na temat tego jak to wszystko powinno działać i dlaczego akurat inaczej niż robią to wszyscy inni. Zamiast tych wszystkich Błaszczykowskich (Dawidów), Jażdżyńskich, Nowaków czy Królewskich, z których żaden nie miał wcześniej żadnego doświadczenia w zrządzaniem klubem, wolałbym na fotelu prezesa choćby takiego, za przeproszeniem, Dróżdża, faceta z doświadczeniem, jakimiś sukcesami, niespecjalnie emocjonalnie związanego z tym a nie innym klubem, zatrudnionego w prawdziwym postępowaniu konkursowym, z rynku i z określonym zakresem swobody decyzyjnej, a nie kolejnego gościa zatrudnionego po rodzinie/znajomości/piniondzach.
Póki co zostaje nam nadzieja, że kiedyś w końcu nawet Królewskiemu coś wyjdzie i nawet on kiedyś wreszcie nauczy się na błędach. Czemu przynajmniej sprzyja prawdopodobieństwo - oczywiście interpretowane na "chłopskorozumowej" zasadzie zasady, że nawet ślepej kurze może się trafić ziarno, jeśli będzie mieć wystarczająco dużo prób
