pepe72 napisał(a):

|
W Łęcznej zagrał chory Rodado i okazało się to dramatem bo padło rozegranie.
|
Nie to było najistotniejszę. Przypomnę, że według nieoficjalnych danych, bo niestety nie idzie tego sprawdzić, Rodado podobno nierzadko swoją pracą w pressingu wykręca największy przebieg w drużynie. Nie sądzę, że będąc w pełnej fizycznej dyspozycji puściłby bez krycia wchodzącego z głębi pola Bednarczyka, który strzelił nam bramkę. To oczywiście nie on był tu winowajcą, ale ilość pracy, którą wkłada w defensywną grę drużyny jako całości, podobnie jak w przypadku Alfaro jest trochę niedoceniana. Oczywiście jak jest zdrowy.
adam_09 napisał(a):

|
Cymes, no nic odkrywczego tutaj nie napisałeś. Każdy kto rozumie zasady gry w piłkę nożną wie, że odebranie piłki przeciwnikowi przed jego polem karnym jest lepsze niż odebranie jej na własnej połowie. Chodzi o to, że - jak potwierdza to obecny i przeszłe sezony, niezależnie od tego kogo mamy w kadrze - my nie jesteśmy w stanie w taki sposób funkcjonować na co dzień i grać tak w piłkę "długoterminowo" czyli kilka meczów z rzędu. Nie mówiąc o całym sezonie. U nas zawsze będzie to wyglądało tak, że wysoki pressing będzie przeplatany prostymi stratami w środku pola czy na skrzydle. Lepszy obrońca w linii defensywnej pozwoli nam natomiast na częstsze odebranie piłki przeciwnikowi jak już ją stracimy w środku pola. Ewentualnie mądrym ustawieniem się przetnie podanie przeciwnika albo chociaż nie zarobi głupiej żółtej albo jeszcze głupszej czerwonej kartki jakąś kuriozalną interwencją osłabiając zespół.
|
W naszym przypadku fundamentalne jest co innego. Zwróć czasem uwagę jak zagrywa lagę obrońca, który ma na to czas i taki, który jest pressowany. Pierwszy robi to często ze stojącej piłki, ma czas żeby podnieść głowę i zobaczyć jak przemieszczają się partnerzy, a następnie spróbować dokładnie przymierzyć. Drugi często musi uciekać do boku, nie ma czasu się rozejrzeć i najczęściej zagrywa dość niewygodną piłkę z reguły za długą, za krótką albo wyautowaną. Bardziej na uwolnienie niż próbując dograć do kogokolwiek, a skuteczność takich zagrań spada w zasadzie do zera.
Nas bezpośrednio dotyczy jeszcze inny bardziej szczególny przypadek. Zwłaszcza na wiosnę za Rudego grano przeciw nam bardzo prostym schematem. W przypadku odzyskania piłki w głębokiej defensywie wahadło/skrzydłowy/napastnik w ciemno startowali w określony sektor, a zawodnik z piłką w ciemno ją tam zagrywał. Przy wysokiej obronie i dużej ilości wolnego pola margines dokładności takiego zagrania robi się bardzo duży, a dodatkowo naturalna przewaga szybkości zawodników ofensywnych nad obrońcami jeszcze go powiększa. Dokładamy do tego fatalną asekurację przy ofensywnych asymetriach stosowanych przez Rudego, którą bezwzględnie wykorzystywali przeciwnicy wybierając sobie odpowiednie sektory i dostajemy drużynę, która w lidze traciła 1,86 bramki na mecz, a w 15 spotkaniach tylko raz zachowała czyste konto.
Jeśli widzisz u Jopa doskok 2-3 zawodników do gracza z odzyskaną piłką, to w pierwszej kolejności chodzi tu o wytracenie swego rodzaju momentu pędu akcji. Zawodnik z piłką przez 3-4 sekundy nie ma prawa wykonać progresywnego podania. Niech sobie zagra do tyłu, do boku. To nam nie przeszkadza. W międzyczasie wbiegający w ciemno na wolne pole ofensywni zawodnicy przeciwnika spalą akcję, natomiast reszta naszej drużyny ma chociaż małe okienko czasowe na fazę przejściową. Ewentualny odbiór to tylko wisienka na torcie. Kluczowe jest choć minimalne spowolnienie akcji przeciwnika, żebyśmy nie byli łapani z opuszczonymi spodenkami i wypiętą dupą. Choć tu też wchodzi pewien aspekt psychologiczny. Jeśli trener przeciwnika zaaplikuje swojemu zespołowi tradycyjny "wyjazd!" po odzyskaniu piłki, a spressowany zawodnik ją starci to sytuacja się odwraca i to przeciwnik jest łapany z wypięta dupą, więc pewnie niejeden się zastanowi nad stosowaniem tego prostego schematu, który świetnie działał na Wisłę z tegorocznej wiosny.
I bynajmniej nie twierdzę, że to jakieś futbolowe prawdy objawione. Wprost przeciwnie pisałem, że jeśli ktoś ogląda choć trochę europejskiej topki to są dla niego rzeczy oczywiste. Problem polega na tym, że sporo ludzi nie ogląda tu nic poza Wisłą, a później doszukuje się nieistniejących problemów, nie zauważając tych realnych, a jak zaczyna szukać ich przyczyn i rozwiązań to czasem już w ogóle robi się dziwnie.