Karherop napisał(a):

Coś podobnego, Karherop wkleja analizę Adama Surdka, traktując ją jako wiarygodny opis boiskowej rzeczywistości.
Gdy ja coś takiego robiłem, dyżurni hejterzy chcieli mnie tu za to zjeść, a teraz cisza, jak makiem zasiał...

Fra Mat jeszcze nie podważył rzetelności tego źródła?

Już nie ma śmieszkowania z jego autorskich sformułowań np. o "recyrkulacji piłki"? No niemożliwe

Teraz już jest okej, bo nie ja Go cytuję
A odnośnie samego meczu: Kutwa zagrał rzeczywiście dobrze, jak na niego nawet nadspodziewanie dobrze. Wniósł plusy w wyprowadzeniu piłki, dawał radę w pojedynkach indywidualnych w defensywie, przyzwoicie pilnował ustawienia, na pewno zasłużył na duże pochwały.
Tym razem wreszcie dobrze zagrał i Biedrzycki - skąd się to wzięło? Z dwóch elementów: niższego ustawienia linii obrony Wisły i faktu że w Płocku nasi obrońcy nie musieli ścigać się z szybkimi napastnikami rywali. Nie miał kto uciec Biedrzyckiemu, a i nawet gdyby to się udało Kutwa to szybszy piłkarz niż Uryga czy Łasicki, więc i tu była też nieco większa asekuracja.
Plusem okazały się też stałe fragmenty gry w naszym wykonaniu dzięki obecności Kiakosa: pojawił się wreszcie na boisku choć jeden zawodnik poza Rodado, który potrafi celnie dośrodkować piłkę z lewej nogi. W efekcie dolatywała ona w punkt tam gdzie miała dolecieć, a Rodado mógł finalizować takie wyśrodkowania, a nie jak za Moskala je wykonywać. Ten mecz pokazał dlaczego to, co robił Moskal było w tej kwestii tak głupie i jak ważne jest mieć Rodado w szesnastce przy stałych fragmentach gry.
Mecz w Płocku pokazał też jak bardzo Jop ceni Alfaro, który nawet nie będąc szczególnie efektywny w ofensywie pełni kluczową rolę dla zespołu. Mimo mizernej formy długo gra i jest na boisku, bo jest niezwykle pracowity, daje większą jakość pressingu, doskoku, zamykania rywalom przestrzeni, aktywności w grze bez piłki, asekuracji, potrafi wyprowadzać piłkę, tworzy opcję do podania mądrym ustawianiem się. Większość kibiców oczywiście tego nie widzi. Dzięki niemu mamy też lepiej zabezpieczoną lewą stronę przy słabo broniących Kiakosie lub Mikulcu. Warto zauważyć jak mało zagrożenia rywale tworzą pod bramką Wisły jeśli atakują tamtą stroną.
Kolejny raz mieliśmy też próbkę niesamowitej wartości Rodado, który był wszędzie na boisku: w ataku, czasem na skrzydle, a w drugiej połowie długimi momentami grał de facto nawet w roli defensywnego pomocnika. Wszędzie dawał radę, wszędzie wnosił pozytywy, ciągnął na swoich barkach ten zespół. Niesamowite. Prawdziwy kapitan i opoka drużyny. Pokazuje on jak kluczowe są indywidualne umiejętności i wszechstronność.
Na pochwały zasłużyli też oczywiście coraz pewniej broniący Letkiewicz, Kiss, Zwolak, Baena (mimo kolejnego koszmarnego pudła w doskonałej sytuacji), do momentu kontuzji Carbo, Igbekeme pomimo głupiego zachowania w drugiej połowie skutkującego otrzymaniem czerwonej kartki, a także Sukiennicki za dobrą zmianę i konsekwentne trzymanie się roli defensywnego pomocnika, gdzie jest z niego najwięcej pożytku.
Na duży minus zasłużył za to najsłabszy na boisku Jaroch - najbardziej niedokładny w podaniach, popełniający czasem duże błędy w ustawieniu, nie ma go za co chwalić. Cały czas od dawna notuje zjazd dyspozycji i to postępuje. Liczę, że na długo ustąpi miejsce w składzie Mikulcowi na prawej obronie. Jeden i drugi na to zasługuje.