FraMat napisał(a):

W tym przypadku nie mam nic przeciwko.
Oczywiście, kluby muszą liczyć się z finansami, ale już od dawna wiadomo, że na solidną grę i wyniki można liczyć tylko od dobrych piłkarzy. A Rodado jest takim.
Wole jednego Rodado niż pięciu Biedrzyckich.
|
Ale mój post nie był po to, żeby skrytykować tylko aby odkłamać rzeczywistość w której jakoby Polacy na miejscu Rodado mieli od nas uciekać.
A co do meritum Twojej wypowiedzi to zupełnie mnie ona nie dziwi. To klasyczny przykład kibicowskiej daleko posuniętej schizofrenii.
Z jednej strony „kluby muszą się liczyć z finansami”, z drugiej „nie mam nic przeciwko zatrudnianiu gościa za 1,5 miliona rocznie w I lidze”.
To się bardzo delikatnie mówiąc kupy nie trzyma.
Pomijając skrajne przypadki (jak Puszcza wchodząca do ESA z drużyną kosztującą 5-6 milionów) można przyjąć, że budżety drużyn które awansują wahają się od 8 do 10 milionów. Wisła jeśli miałaby nie robić długów może sobie pozwolić na ten dolny przedział (dodatkowo musiałaby zlikwidować drugą drużynę i istotnie zredukować Akademię).
Mamy więc przy „liczeniu się z finansami” 8 milionów do wydania. Najtańszy sztab (nie taki jak nasz) to powiedzmy 1 milion złotych. Zostaje 7 milionów. Koszt Rodado to 20% tej kwoty.
Dwadzieścia procent rozsądnego budżetu w pierwszej lidze!
Krótko mówiąc wydawanie 1,5 miliona na jednego zawodnika w I lidze to jest tak wielopoziomowa aberracja, że trudno ją zrozumieć. Uniwersum kibiców Wisły Kraków jest już jednak tak oderwane od rzeczywistości, że komentują to wzruszeniem ramion i stwierdzeniem „nie mam nic przeciwko”.