|
Niedziela pora popołudniowa, pastwisko w Głogowie, wśród kibiców i piłkarzy z tego dolnośląskiego miasta napinka ogromna jakby przyjechała Chelsea (kiedyś dobry klub, teraz straszy tylko nazwą - skądś to już znamy), po oddaniu 30 strzałów na bramkę, 2 słupków Rodado i jednej poprzeczki Igbekeme w 60 minucie meczu Łasicki nie przypilnuje, Uryga się machnie, Cziczkan nie wyjdzie z bramki, szał, euforia na kurniku w Głogowie, a my bijemy do 90 minuty głową w mur przeciwko panicznie broniącej w 11 zawodników w swojej szesnastce drużynie Chrobrego. Brakuje jeszcze meczu życia bramkarza, jakiejś czerwonej w sumie, wrzutek w pole karne zatrzymujących się na pierwszym obrońcy i złych wyborów personalnych trenera.
Śmierdzi mi ten mecz strasznie, Głogów staje się naszym drugim Wodzisławem Śląskim.
|