Karherop napisał(a):

To teraz konkretnie, co mógł zrobić w tym meczu JK żeby Igbekeme czy Sukiennicki trafił w bramkę a Crabo trzymał ręce przy sobie?.
|
Rozumiem, że sens tego pytania miał być retoryczny, ale to akurat wcale takie oczywiste nie jest.
Pierwsze dwie odpowiedzi, które natychmiast przychodzą do głowy to:
- zatrudnić psychologa sportowego,
- zatrudnić (prawdziwego) trenera napastników.
Problem nie polega na tym, że w tym jednym meczu coś nam nie wychodziło, że nie możemy sfinalizować akcji albo że psychicznie nie wytrzymaliśmy po tym jak nam nie chciało wpaść, a przeciwnikowi udało się coś zupełnie przypadkowo (nota bene w tej sytuacji wystarczyło lepsze dogranie i przeciwnik dobijałby do pustaka, a żadna ręka Carbo nie byłaby już potrzebna, akcja spieprzona była dużo wcześniej).
Problem polega na tym, że u nas jedno i drugie (siadająca psychika i prezenty dla przeciwnika) jest już od dawna regułą. Co oznacza konieczność reakcji systemowej na konkretne zjawiska.
Pominę przy tym to, jak do tego podchodzą kibice i czego w takiej sytuacji oczekują od Królewskiego - oni jak zawsze domagają się kolejnego transferu, bo "tym razem" czterdziesty zawodnik sprowadzony do składu to już na pewno odpali i rozwiąże problemy z tymi, którzy już tu są i nie odpalili. Wiadomo, że to droga donikąd.
Ale nie twórzmy obrazu, w którym prezes nie ma wpływu na to, co się dzieje w meczu. Ma. Albo buduje klub profesjonalnie, dając trenerowi i piłkarzom odpowiednie narzędzia pracy, albo nie. Królewski tego klubu nie buduje profesjonalnie. Buduje według własnej "wizji", która z założenia ma odbiegać od tego, co robią inni, bo chce być na tym tle wyjątkowy. Nie mając ku temu środków.