Elefant napisał(a):

Takie coś kosztuje. Był taki trener, który chciał to u nas wprowadzić, a którego nazwiska nawet boje się napisać.
Ale właściciel wolał lajtowo pokopać piłeczkę w rodzinnej atmosferze. Rzeczywiście aż przykro było popatrzyć jak osaczają naszych we trzech. Obojętnie czy w pierwszej czy ostatniej minucie.
I jeszcze jedno, w sytuacji alarmowej nasi obrońcy starali się wyjść ze zwodem itd tamci walili piłkę w trybuny.
|
Tak się kończy próba gry jak równy z równym, krakowska piłeczka. Gong, gong, 10 minut i już nie ma po co dalej grać. No ale Wisła ma słabych piłkarzy ale przede wszystkim słabego trenera.
Nie mniej fajna przygoda, można było sobie przypomnieć coś co dawniej było oczywiste.