bridgeburner napisał(a):

Wczorajszy mecz uświadomił mi jedna rzecz
Nasza największa bolączką w grze defensywnej nie jest jakośc środkowych obrońców
A przynajmniej nie tylko
Równie wielkim, jeśli nawet nie większym problemem jest specyfika obrońców bocznych
Żaden z obecnych w kadrze nie potrafi bronić, wszyscy więcej wnoszą do ofensywy niż defensywy
Takie budowanie kadry to jest archaizm, z czasów gdy w środku pola biegał jeden a czasem nawet dwóch chamów skoncentrowanych przede wszystkim na walce, odbiorze, szeroko pojętym zabezpieczeniu dostępu do bramki
Analogia do pary Cantoro- Sobolewski jak najbardziej na miejscu
Dzisiaj żaden z poważnych zespołów tak nie gra
Biorąc na przykład zespoły z samego topu, w każdym przynajmniej po jednej stronie ustawiony jest zawodnik który lepiej broni niż atakuje
Barcelona (Kounde), Real(Mendy), City(Ake/Gvardiol), Arsenal (White-Tomiyasu/Timber/Kiwior)
Przykłady można mnożyć
Ergo, poza transferem szybkiego, najlepiej lewonoznego stopera koniecznością jest ściągnięcie jeszcze jednego dynamicznego obrońcy na bok, który zapewni balans między ofensywa a defensywa
W mojej opinii, nawet kosztem dodatkowego napastnika
Z przodu mamy wystarczający potencjał do walki o awans
|
Naprawdę dopiero teraz? Już Skorża podczas swojej ostatniej bytności w Lechu po meczu z nami na konferencji podawał nas jako przykład drużyny z autostradami po bokach. To trwa i trwa.
Ogólnie jednak to konsekwencja naszego pomysłu na grę. Chcemy atakować, mieć piłkę, grać fajnie dla oka, więc sprowadzamy wszystko co choć trochę potrafi kopać do przodu, bo na nieźle grających do przodu i jednocześnie zajebistych w defensywie są lepsi chętni, w dodatku to towar deficytowy. To całkiem logiczne przy tej filozofii gry. Szczególnie, że w 90 procentach meczów musimy się mordować ze skoncentrowanymi na obronie przeciwnikami. Tylko, że jak zauważyłeś tak się nie da. Na pewno nie w ekstraklasie, ale jak okazuje się od 3 lat w 1 lidze również.
Gdyby chodziło tylko o obrońców dałoby się być może w bólach coś z tym zrobić, ale nasi pomocnicy, poza Carbo, to ten sam problem. Oni również są raczej do przodu niż wspierania obrońców. Stad często brak asekuracji, nie mówiąc już o złych zrachowaniach w obronie i problemach z grą bez piłki.
Zadaję to pytanie od lat, ale powtórzę. Być może w naszej rzeczywistości sportowo-finansowej nie da się zrealizować tego projektu? Może trzeba pójść inną drogą? Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to na tym etapie niemożliwe, że musimy w to brnąć, licząc, iż za którymś razem wyjdzie.