|
Moskal po hiszpańskim eksperymencie zastał w zasadzie spaloną ziemię i tu trzeba czasu, aby to poukładać.
Tej sytuacji by nie było, gdyby podczas ostatniej przerwy zimowej Zaskroniec z Hańczowej nie ośmieszył się zatrudnianiem kolegi Kikuśka z Kostaryki.
Padalec podjął tę decyzję w poczuciu wszechobecnej nieomylności, mimo iż od początku apelowałem do niego, żeby nie zatrudniał sutenera z Kostaryki na trenera Wisły.
Moskal mógł już wtedy przyjść, podobnie Brosz.
Zaskroniec celowo zmarnował pół roku, Ekstraklasa na własne życzenie przepadła i po pół roku - pewnie wskutek lekko spóźnionej presji zatrudniono trenera.
W międzyczasie amatorów z Hiszpanii odcięto od koryta i do dnia dzisiejszego słychać to wycie ich zwolenników.
Z Moskalem lub Broszem byłaby Ekstraklasa, teraz sytuacja klubu po kolejnym nieudanym sezonie jest coraz trudniejsza.
Moskal musi piłkarsko odbudować Wisłę, ale też musi ujarzmić zapędy Padalca do robienia błazenady.
Nie wiem, które zadanie będzie łatwiejsze.
Wiadomo, że dzisiaj Moskala krytykują ci, którzy przez ostatnie miesiące brali udział w dojeniu Wisły z hiszpańskimi amatorami, sutenerami, itp.
W ocenie trzeba brać to pod uwagę, że po zeszłym sezonie zostały zgliszcza i to nie jest wina obecnego szkoleniowca.
|